12:51

Kremy ochronne na parafinie lub olejach i masłach nieschnących | Kiedy są niezbędne w pielęgnacji i nie pogarszają kondycji skóry?

Temat jest bardzo na czasie, zwłaszcza, że aktualnie prym wiedzie super lekka pielęgnacja warstwowa, która bardzo często stopniowo wysusza skórę, zwiększając wrażliwość, tendencję do rumienia, pieczenia, swędzenia i nieco komplikuje dalsze kroki pielęgnacyjne, wzmagając potrzebę zakupu kolejnych kosmetyków. Spora liczba osób histerycznie boi się wprowadzenia cięższych konsystencji, powodując przez to spore problemy ze skórą. 

Nie znam zbyt wielu osób, którym służy warstwowa pielęgnacja, zwłaszcza, że taki sam efekt można osiągnąć podstawowymi krokami ze znacznie lepszym skutkiem. W praktyce, znacznie lepiej ograniczyć się do jednej konsystencji niż do dwóch, czy nawet trzech oddzielnych - wówczas nakładasz znacznie mniej produktu oraz nie podsuszasz naskórka zbyt lekkimi konsystencjami (co generuje sztuczną potrzebę większej ilości emolientów w dalszych etapach, a więc sprzyja obciążaniu  i zanieczyszczaniu się naskórka). Warstwowe postępowanie bardzo często nasila przeznaskórkową utratę wody, a produkty nakładane bezpośrednio po sobie nie dają już takiego efektu - finalnie nakłada się ich znacznie więcej, bardziej obciąża naskórek i paradoksalnie - odwadnia jego powierzchowne warstwy. Kosmetyki bazujące głownie na wodzie, podobnie jak te olejowe, są najbardziej problematycznymi konsystencjami, ponieważ trzeba je bardzo umiejętnie wpleść w pielęgnację, aby nie powodowały kolejnych problemów z cerą. Wychodzę z założenia, że znacznie lepiej zmieszać ze sobą wszystkie konsystencje i nałożyć raz dany produkt, i oczywiście we właściwy sposób (polecam zapoznać się z artykułem jak należy aplikować kosmetyki pielęgnacyjne, więcej tutaj>) niż rozbijać to na kolejne etapy, które nie będą ze sobą współpracować tak, jak jednolita konsystencja, której nałoży się końcowo mniej i tym samym będzie znacznie lepiej współpracować z cerą. Z doświadczenia wiem, że nierzadko ze skórą znacznie lepiej współpracują cięższe konsystencje aplikowane w ramach potrzeby i we właściwy sposób, niż "lekkie" emulsje i mleczka, które mają w sobie sporo zatopionych emolientów, dając uczucie obcej cieczy na skórze, a zapewniając jednocześnie zbyt słabe właściwości nawilżające i natłuszczające. Takich produktów nakłada się dużo i często, a efekty końcowe i tak pozostawiają wiele do życzenia. 

Celowo uczepiłam się wymyślnych kroków azjatyckiej pielęgnacji, ponieważ większość z nich jest zwykłą marketingową wydmuszką i ma na celu tylko nakręcanie konsumpcjonizmu. Nie zliczę już ilości osób, które zgłosiły się do mnie o prywatną poradę i były bardzo zaskoczone jak pielęgnacja może być prosta, logiczna i przy tym efektywna. Duża ilość produktów pielęgnacyjnych powoduje tylko problemy, nie tylko z cerą, ale przede wszystkim z właściwym łączeniem danych konsystencji, częstotliwości stosowania oraz ustalenia właściwej kolejności stosowania. Jeżeli ktoś nie do końca ogarnia zagadnienia pielęgnacyjne, może w bardzo szybki sposób doprowadzić do skrajnego odwodnienia skóry, silnej wrażliwości, rumienia, ciągłego uczucia swędzenia, pieczenia oraz nasilonego łojotoku.

Jednocześnie za każdym razem przestrzegam przed stosowaniem kremów, ponieważ znakomita część użytkowników takich konsystencji nie ma pojęcia jak należy ich używać i tak naprawdę produkt o takiej konsystencji powinien pojawić się w pielęgnacji wówczas, gdy pozostałe kroki pielęgnacyjne będą idealnie dopracowane, a mimo wszystko pojawi się potrzeba dodatkowej ilości emolientów. Czasami naskórek wymaga nieschnącej warstwy emolientów, celowe unikanie ciężkich konsystencji może tak samo negatywnie wpływać na skórę jak bardzo lekka pielęgnacja, która nie zapewnia zapotrzebowania na substancje powlekające. Rzadko komu służy machinalne zaklajstrowywanie się kremami, ale coraz więcej osób ma pewne zapotrzebowanie na związki ochronne. Skóra bez tej ochronnej warstewki staje się pobudliwa, wysuszona, podrażniona i reaktywna. 

KIEDY NIE NALEŻY UNIKAĆ STOSOWANIA KREMÓW OCHRONNYCH

Przede wszystkim przy dużej skłonności do odwodnienia. Nie polecam zaklajstrowywania skóry emolientami tłustymi, ale są sytuacje, w których naskórek, szczególnie ten, który jest uszkodzony, pobudzony i nadmiernie ściągnięty, wymaga tej warstewki. 

Mowa głównie o etapach, w których skóra odwadnia się najszybciej. Nawet cera, która nie ma problemów z wysuszeniem, bardzo pozytywnie zareaguje na niewielką dawkę emolientów powlekających w oczyszczaniu i złuszczaniu, gdy potencjalnie naskórek odwadnia się najszybciej. Rolą emolientów jest zapewnienie niezbędnej okluzji, która otuli naskórek, zapobiega ucieczce wody, minimalizuje wystąpienie podrażnień oraz reakcji zapalnej, która może objawić się zapaleniem mieszków włosowych i zmianami typowo naciekowymi. Już niewielki dodatek parafin, czy naturalnych olejów i maseł nieschnących może doskonale zapobiegać parowaniu wody z naskórka, między innymi dlatego mój puder myjący bazuje na sproszkowanym mleku kokosowym, a do oczyszczania polecam bardziej kremowe kosmetyki myjące, które można ewentualnie później domyć metodą bezdetergentową (na przykład szmatką, gąbeczką).

Emolienty zapewniają działanie ochronne i jest to przydatne przy każdym zabiegu, który potencjalnie wysusza, podrażnia, uszkadza oraz pobudza skórę. Przy odwodnieniu należy zatem unikać sypkich produktów i zbyt dużej ilości wody lub w miarę zapotrzebowania, łączyć takie konsystencje z tłuszczami. Nie należy unikać emolientów przy reaktywnej, pobudzonej, ściągniętej i uszkodzonej skórze oraz po zabiegach, które uszkadzają strukturę naskórka - dotyczy to w szczególności metod chemicznych. Należy mieć na uwadze, że ludzkie sebum również jest emolientem i kosmetyki potencjalnie wysuszające zachowują się zupełnie inaczej na tłustym typie skóry. Niejednokrotnie zwracałam uwagę na wszelkie zabiegi, które odtłuszczają i niszczą barierę hydrolipidową, bowiem powinny być one wykonywane na skórze pokrytej emolientami - naturalnym sebum, parafinami lub naturalnymi olejami i masłami nieschnącymi, aby zmniejszyć ryzyko reakcji niepożądanych. Jestem również zwolenniczką minimalnej ilości wykonywanych zabiegów za jednym razem - nie przemawia do mnie stopniowe oczyszczanie i celowe, wieloetapowe odwadnianie naskórka, zamiast maltretowania skóry potrójnym działaniem peelingu, maseczki i kawitacji, lepiej zdecydować się na jeden zabieg lub połączyć właściwości jednego produktu z drugim. 

Oczywiście w tym wszystkim najważniejszy jest umiar. Są takie typy skóry, które wymagają okluzji tylko podczas etapów potencjalnie wysuszających, na przykład podczas mycia, czy wykonywania peelingu enzymatycznego, ale już zapotrzebowanie na powlekanie jest znacznie niższe po zakończeniu tej czynności, więc kosmetyki muszą być dokładnie, aczkolwiek delikatnie usunięte z powierzchni naskórka. Będą i tacy, którzy będą wymagać całodniowej, ale wyważonej okluzji, wówczas najważniejsza jest zbilansowana, delikatna pielęgnacja oraz łagodne produkty bazujące na emolientach nieprzepuszczalnych.

EMOLIENTY NIESCHNĄCE 

Dużo osób drży na samą myśl o nieprzepuszczalnych silikonach, parafinach, masłach naturalnych, są jednak przypadki, gdy są niezbędne i nie należy unikać ich w pielęgnacji.

W pierwszej fazie zawsze zalecam zrównoważyć pielęgnację - ograniczyć metody złuszczające, zrezygnować z oczyszczania chemicznego, ograniczyć tonizowanie oraz przerzucić się na bardziej kremowe metody oczyszczania. Nie zawsze to jednak wystarcza, w szczególności, gdy naskórek piecze, swędzi i spija wszystko, co zostanie na niego zaaplikowane.

Wokół parafiny narobiło się mnóstwo, niepotrzebnego szumu. Jest niewielki odsetek procenta osób nadwrażliwych na ten składnik, a zapomniano, jak dobrym, stabilnym i przede wszystkim czystym składnikiem są parafiny. Parafiny są bardzo przydatne przy bardzo szybko odwadniającej się, rogowaciejącej skórze, ponieważ zabezpieczają skórę porządnym filmem, który zapobiega nadmiernej ucieczce wody. Jednocześnie nie są tak ciężkie jak lanoliny (woski), dlatego formuły z parafinami nie muszą być obciążające dla naskórka oraz z powodzeniem mogą zostać wprowadzone do codziennej pielęgnacji - dotyczy to nie tylko kosmetyków ochronnych, ale również myjących. Na moim etapie pielęgnacji, znacznie chętniej sięgam po kosmetyki ochronne bazujące na parafinie niż na naturalnych masłach i olejach, które w przeważającej części są emolientami schnącymi i dają krótkotrwały efekt ukojenia, złagodzenia i ochrony. Szczególnie w pielęgnacji ciała i dłoni, gdzie moja skóra wysycha bardzo szybko i nadmiernie rogowacieje - jedynie oleje parafinowe zapewniają mi komfortowe natłuszczenie przez cały dzień.

Problem z emolientami tłustymi jest taki, że mało kto wie jak należy używać takich konsystencji. Począwszy już od braku ogrzewania produktu w dłoniach, skończywszy na rozcieraniu gęstych mazideł na skórze. Krem jest takim produktem, po który sięga się w ramach potrzeby, obciążanie skóry ciężkimi kremami bez większego zastanowienia nie ma żadnego sensu i można przewidzieć efekty takich działań. Skórę może zapychać wszystko w nadmiarze, ale również w niedomiarze - gdy dochodzi do nasilenia łojotoku, wzmagania rogowacenia.

Emolienty nieschnące zapewniają długotrwały, nieprzepuszczalny film. Nie wnikają w cement międzykomórkowy, a gwarantują równomierne pokrycie skóry ochronną warstwą, która jest niezwykle potrzebna przy problemach z przeznaskórkową utratą wody (odwodnienie, uszkodzona struktura naskórka, wahania temperatur, bardzo niskie lub bardzo wysokie temperatury, mechaniczne lub chemiczne usuwanie naskórka). Emolienty tego typu są ciężkie, gęste, mocno powlekające, dlatego wymagają ogrzania oraz równomiernego rozprowadzenia w dłoniach zanim trafią na skórę. Ich ciężkość modyfikuje się przede wszystkim poprzez nakładaną ilość, dlatego prawidłowa aplikacja kosmetyków z emolientami nieschnącymi jest absolutnie konieczna - można osiągnąć efekt nie tylko mocno powleczonej, tłustej skóry, ale również delikatnej, ledwo wyczuwalnej warstwy, która pozostanie na przykład po spłukaniu środka myjącego i ochroni skórę przed nadmiernym ściągnięciem.


JAK WYKORZYSTAĆ KREMY OCHRONNE W PIELĘGNACJI

Wbrew pozorom kosmetyk o ciężkiej konsystencji ma znacznie więcej zastosowań w pielęgnacji niż przeciętna, lekka emulsja - znacznie łatwiej jest rozrzedzić daną konsystencję oraz wykorzystać ją w celu typowo ochronnym. Kremy ochronne nie muszą być stosowane tylko jak typowy, tradycyjny krem, taka aplikacja kosmetyku mało komu służy i nie ma zazwyczaj codziennego uzasadnienia w pielęgnacji, ale bogaty skład w emolienty, pozwala na wiele zastosowań produktu. Moim zdaniem, warto zainwestować w dobrej jakości odżywczy krem w przypadku skóry odwadniającej się, ponieważ zawsze znajdzie on swoje miejsce w pielęgnacji - niekoniecznie w formie skoncentrowanej na skórę, ale do wzbogacania zbyt lekkich konsystencji i zabezpieczania naskórka przed odwodnieniem.

Kremy ochronne bardzo dobrze sprawdzają się w ochronie bardzo delikatnej, podatnej na ścieranie skóry - nie tylko przy złuszczaniu (może na przykłąd pojawić się taka sytuacja, że Twoja cera świetnie reaguje na mechaniczne złuszczanie, ale tylko w obecności emolientów, na swoim przykładzie, używam szmatek złuszczających tylko jednocześnie z kremami oczyszczającymi lub olejkami myjącymi, które całkowicie się nie spłukują, inaczej i jedno, i drugie powoduje u mnie permanentne pogorszenia), ale przy każdej możliwości nadmiernego pocierania i uszkadzania naskórka - na przykład wżerające się i drapiące ramiączka, czy obcierające buty - wówczas warto zabezpieczyć naskórek porządną warstwą emolientów (najbardziej polecam parafiny lub lanoliny przy bardzo nasilonym problemie), które zminimalizują właściwości drażniące i ocierające danych materiałów.

Emolienty tłuste łagodzą działanie wielu zabiegów potencjalnie wysuszających (dzięki ochronnemu filmowi, który zmniejsza tendencję do nadmiernego parowania wody oraz pocierania i uszkadzania delikatnej struktury naskórka), dlatego mogą być dodawane do środków myjących (gdy są za lekkie i wysuszają), do kosmetyków kolorowych, które za szybko wysychają i dają mocno pudrowy efekt, masek i pod maski, jeżeli dają satysfakcjonujący efekt oczyszczenia, ale ściągają naskórek, czy do modyfikowania ciężkości innych kosmetyków nawilżających. Kremy ochronne nie zawsze sprawdzają się stosowane samodzielnie, ale przy problemach z wyczuciem zapotrzebowania na emolienty lub chwiejną potrzebą na te związki, warto mieć taki kosmetyk przy sobie, ponieważ możesz go wykorzystać na wiele, różnych sposobów i uchronić się przed nadmiernym wysuszeniem naskórka. 

Tradycyjnie, jak krem. Kosmetyk można stosować zgodnie z przeznaczeniem, a jego lekkość lub ciężkość należy modyfikować za pomocą metody aplikacji - bezpośrednie rozcieranie produktu na skórze daje mocną, grubą okluzję, uprzednie rozcieranie i ogrzewanie w dłoniach, a następnie wklepywanie - znacznie łagodniejszą i cieńszą. Jeszcze lżejszy efekt osiągniesz aplikując kosmetyk na zwilżoną, mokrą skórę, na przykład tuż po kąpieli lub spryskaną wodą kwiatową, tonikiem.

Zabezpieczenie pod maski o lekkiej konsystencji. Jeżeli Twoja skóra potrzebuje oczyszczenia, ale jednocześnie dosyć szybko odwadnia się po odtłuszczających maseczkach na bazie suchych substratów, bardzo dobrym pomysłem jest aplikacja kremu pod maski tego typu. Możesz ten patent wykorzystać również przy aplikowaniu maseczek algowych peel-off, w płachcie oraz hydrożelowych, jeżeli dają zbyt słaby efekt nawilżenia i skóra zbyt szybko spija żelową zawartość. Jeżeli mimo wszystko nadal nie osiągniesz satysfakcjonującego efektu, przede wszystkim należy zmodyfikować czas trzymania takich okładów (skrócić go najlepiej do 10-15 minut) oraz popracować nad bazą - zamiast wody, bazować na tłustych jogurtach naturalnych lub greckich, mleku kokosowym, dodawać kremu bezpośrednio do danej konsystencji. Sposób ten bardzo dobrze sprawdza się przy stosowaniu bardzo lekkich okładów z glinek, błot, ale także naturalnych masek żelowych (więcej tutaj>), które same w sobie bardzo szybko wysychają, ale dodatek kremu waloryzuje właściwości nawilżające i zmiękczające stosowanej maski.

Podobnie możesz postępować z minerałami, jeżeli zabezpieczanie skóry kremami sprzyja zanieczyszczaniu się cery i mimo wszystko nasila rogowacenie, prawdopodobnie znacznie lepiej sprawdzą się u Ciebie lekkie podkłady kremowe aniżeli mineralne, które nie dość, że wymagają dobrego przygotowania skóry - w ciągu dnia mogą generować nadmierny łojotok i wzmagać rogowacenie przez jednoczesne wysuszanie naskórka. Minerały, owszem, mogą podregulowywać skórę, ale mogą ją również destabilizować, stwarzając problemy w pielęgnacji. 

Zabezpieczenie pod manualne i chemiczne peelingi. Woda najszybciej ucieka z naskórka podczas usuwania zrogowaciałego naskórka, dlatego przy odwodnionej skórze zalecam szczególną ostrożność przy wykonywaniu tego typu zabiegów. Skórę można zabezpieczyć delikatną warstwą kremu (co będzie zapobiegać nadmiernej ucieczce wody) przed wykonywaniem zabiegu jak i tuż po nim, ale bardzo dobrze, w zależności od zapotrzebowania, mogą sprawdzić się formuły złuszczające oparte na kremie - zamiast tradycyjnego peelingu enzymatycznego sypkiego, warto dodać kremu do powstałej papki lub stworzyć kosmetyk złuszczający na bazie kremu myjącego lub maseczki kremowej, która będzie łatwo spłukiwać się ze skóry. Zamiast peelingów kwasowych na alkoholu i drażniących glikolach - dodaj niewielkiej ilości kwasów do maseczki opartej na kremie (lub glinkach), kwasy złuszczą martwy naskórek, a nie będą powodować całej kaskady niepożądanych reakcji pozabiegowych. Zamiast sypkiego peelingu z ziarenkami bazującego na wodzie - dodaj do niego gęstego, kremowego jogurtu lub kremu ochronnego, jaki masz na zbyciu, możesz wykorzystać także maseczkę kremową i podczas spłukiwania okładu, wykonasz sobie od razu odżywczy peeling, waloryzując właściwości maseczki. Zamiast szorowania skóry rękawicą muślinową/ręcznikową mikrofibrą i narzekania na podrażnienia - użyj bardziej kremowego, gęstego cleansera (nawet o konsystencji masła) - szmatka pochłonie nadmiar emolientów, a one bardzo dobrze zabezpieczą skórę przez rysowaniem jej powierzchni zbyt ostrymi włóknami. Zamiast komplikować pielęgnację i włączać masę niepotrzebnych produktów, zainwestuj w podstawowe kosmetyki, które będziesz w stanie wykorzystać w taki sposób - krem ochronny dobrej jakości, maseczkę kremową, olej myjący o średnio spłukiwanej formule lub dobrej jakości serum oparte na olejach nieschnących.

Baza produktu myjącego. Jeżeli Twój kosmetyk jest za lekki i nie pozostawia żadnego, ochronnego woalu, a skóra po spłukaniu produktu jest nadmiernie ściągnięta, do jednorazowej porcji Twojego środka myjącego możesz dodać kremu, oleju myjącego, oleju spożywczego lub kosmetycznego, maseczki kremowej, wszystkiego, co zawiera dużą ilość emolientów, nawet taniego kremu Nivea (niebawem na blogu przedstawię Wam banalny w wykonaniu krem myjący właśnie na bazie ogólnodostępnego i popularnego wyżej wymienionego kremu). Dodając emolientów do formuły myjącej, łagodzisz działanie detergentów oraz zapobiegasz nadmiernemu wysychaniu naskórka podczas mycia. Jednocześnie obserwuj skórę i określ swoje zapotrzebowanie na związki okluzyjne - nie każdemu służy mocno kremowe mycie i warstwa po oczyszczaniu - to także może pogarszać kondycję cery. 

Modyfikator zbyt lekkich konsystencji. Jeżeli Twoje kosmetyki są zbyt lekkie (na przykład chcesz włączyć serum wodne do pielęgnacji, ale Twoja cera szybko się odwadnia)

JAK NALEŻY STOSOWAĆ KREMY O CIĘŻKIEJ KONSYSTENCJI

Może zacznę od tego, ze emolienty można stosować formie nie tylko niespłukiwanej, tradycyjnej, ale również spłukiwanej. Jest coraz więcej osób, które niepotrzebnie unikają emolientów w takich krokach jakim jest oczyszczanie, czy złuszczanie, gdy naskórek odwadnia się najszybciej i związki ochronne są wręcz pożądane, zwłaszcza, ze bardzo dobrze łączą się z naturalnymi i sztucznymi konsystencjami tłustymi, ułatwiając ich usunięcie z powierzchni naskórka. 

Mycie kremowymi, tłustymi środkami nie musi oznaczać obciążającej dla naskórka warstwy emolientowej. Zgłasza się do mnie coraz więcej osób, które wymagają takiego mycia, ale dzielą się na dwie grupy - albo nie potrzebują już tej ochronnej warstwy po oczyszczeniu (lub wymagają jej niewiele), albo muszą mieć zapewnioną woalkę nie tylko podczas mycia, ale i po spłukaniu produktu. Najważniejsze w pielęgnacji jest wyczucie własnego zapotrzebowania, a jest to bardzo proste - wystarczy poświęcić jedną godzinę dziennie na obserwację własnej skóry tuż po oczyszczeniu - obserwacja porów, łojotoku, ogólnej struktury naskórka. Jeżeli Twoja cera jest nadmiernie ściągnięta, pory są mocno obkurczone, a Ty masz problem z mimiką - prawdopodobnie masz wyższe zapotrzebowanie na emolienty podczas mycia lub problem leży w zbyt mocnym domywaniu środków myjących. Może być również sytuacja odwrotna - tuż po oczyszczeniu czujesz brudny, tłusty, klejący się film, pory są rozpulchnione, a cera sprawia wrażenie niedomytej - wówczas problem prawdopodobnie leży w zbyt emolientowej bazie lub złym sposobie doczyszczania kosmetyku. Istnieje jeszcze trzecia opcja, czyli połączenie ściągniętej do granic możliwości skóry, a następnie pojawienia się łojotoku napadowego - wtedy wiadomo, że mycie było zbyt agresywne i nie zagwarantowałeś sobie prawidłowej ilości emolientów po oczyszczeniu. Nałożenie kremu w takim przypadku będzie jedynie obciążać skórę i wzmagać łojotok, a rozwiązaniem jest modyfikacja sposobu oczyszczania naskórka. Jak modyfikować zapotrzebowanie na emolienty? Jeżeli baza jest za lekka i za mocno się domywa - do preparatu dodajesz kremu o ciężkiej konsystencji, oleju myjącego lub zwykłego oleju spożywczego, możesz także nie spłukiwać produktu i stosować go jak typowe, niespłukiwane mleczko kosmetyczne, jeżeli produkt jest za ciężki, masz kilka opcji - albo dodajesz substratów odtłuszczających, które zredukują tłustość produktu (na przykład glinki, błota, mój puder myjący), albo włączasz drugi etap oczyszczania (więcej o dwuetapowym oczyszczaniu przeczytasz tutaj>), albo włączasz metody oczyszczające bezdetergentowe, które manualnie pochłaniają nadmiar tłuszczu - gąbka konjac, ściereczki z mikrofibry i muślinu.

Metody niespłukiwane, to powlekanie skóry bezpośrednio, bez usuwania konsystencji ze skóry. Tutaj trzeba już rozsądnie dopasować ilość produktu oraz dobrać metodę aplikacji, ponieważ emolienty tego typu powlekają skórę aż do momentu demakijażu, więc wiadomo jak skończy się zbyt obfite i zbyt częste nakładanie kosmetyków o ciężkiej konsystencji. Kremy można stosować samodzielnie, jako kosmetyk ochronny i zabezpieczający, czy jako dodatek do innych produktów. Możliwości zastosowania jest wiele, dlatego napiszę ogólnie - kremami ochronnymi można modyfikować wszystkie, zbyt lekkie konsystencje.

Wklepywać, a nie rozcierać. Takie produkty wymagają ogrzania oraz dokładnego rozprowadzenia, dopiero wówczas powinny być aplikowane na skórę. Wyjątkiem są jedynie kremy przeciwsłoneczne. Rozcieranie produktu bezpośrednio na skórze zapewnia bardzo mocną okluzję i sprawdza się tylko u osób i w sytuacjach, gdy naskórek wymaga mocnej, porządnej ochrony przed czynnikami zewnętrznymi. Często "zatykanie porów" po kremach, leży po stronie użytkownika, który nie wie jak ma obchodzić się z daną konsystencją i nie obserwuje reakcji własnej cery.

Ogrzewać. Emolienty nieschnące wymagają ogrzania, inaczej są tępe, mocno tłuste i niepodatne na rozprowadzenie, jakim cudem bez tego kroku mają być rozprowadzone równomiernie i cienką warstwą, jeżeli w temperaturze pokojowej mają one formę stałą?

Stosować z umiarem. I obserwować własną skórę. Możliwe, że Twoja skóra wymaga stosowania kremów ochronnych, ale przez brak obserwacji i wyczucia własnych potrzeb, takie konsystencje powodują tylko problemy z cerą. 

GRUPA DOCELOWA

Skóra szybko rogowaciejąca, uszkodzona, odwadniająca się, pobudliwa, reaktywna, wymagająca zabezpieczenia przed czynnikami potencjalnie drażniącymi takimi jak woda, wiatr, słońce, drażnienie manualne i chemiczne.

KTO POWINIEN UNIKAĆ TAK CIĘŻKICH KONSYSTENCJI

Osoby, które mają niskie zapotrzebowanie na okluzję, a stosowane tłuszcze powodują rozpulchnienie porów, nieświeży wygląd oraz sprzyjają zanieczyszczaniu się cery. O tym do czego można doprowadzić poprzez nierozsądne stosowanie tłuszczów (w tym naturalnych olejów) w pielęgnacji, pisałam między innymi tutaj>.

LEKTURA UZUPEŁNIAJĄCA:


POLECANE GOTOWE KOSMETYKI MYJĄCE O KREMOWEJ /OLEJOWEJ KONSYSTENCJI

ARTYKUŁ NIE JEST SPONSOROWANY.

Pozdrawiam,
Ewa

46 komentarzy:

  1. Jak zawsze interesujący i pomocny wpis ;) Na zdjęciach trzymasz w ręce cicaflate, ja mam wersję post acte. Czy w sytuacji większego zapotrzebowania na okluzję mogę dodać do niej olej, zamiast kupować dodatkowy kosmetyk?
    Jeśli tak, to jaki olej polecałabyś do skóry mieszanej ze skłonnością do trądziku ( na szczęście zaleczonego ;)).
    I ile kropli oleju dodać? Wystarczy jedna?
    I już ostatnia kwestia, to czas trzymania. Lepszym rozwiązaniem jest większa ilość kremu z olejem na twarzy w formie maski, czy niewielka ilość stosowana na noc, oczywiście gdy zajdzie potrzeba.
    Pozdrawiam Cię gorąco!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, Ewą nie jestem, ale napiszę coś od siebie :)

      Mam obie wersje Avenki i jeśli chodzi o moje odczucia, to raczej wolę do lżejszej wersji dodawać kroplę (w większości wystarczająco) bądź dwie do ilości jednorazowej porcji kremu. Mam wrażenie, że olej można zmatowić (chociażby odcisnąć nadmiar w chusteczke), a cięża wersja jest tak tłusta, że nijak tego ogarnąć, już na pewno nie w lecie. Ale to moje spostrzeganie :) Moim faworytem w cerze mieszanej i tłustej jest olej tamanu oraz z zielobej herbaty. Bardziej wolę ten pierwszy :) Co do ostatniego, to wolę drugą opcję, gdyż wolę raz nałożyć cienką warstwę i już nie maltretować potem skóry na noc zmywaniem maski, ale są buzie, które w ogóle oleju nie tolerują i przypuśćmy będą musiały zmyć na noc. To są moje spostrzeżenia, podkreślam! :D

      Usuń
    2. Oczywiście, że możesz dodać oleju, jeżeli potrzebujesz okluzji, najbardziej polecam oleje nieschnące lub wolno schnące - avocado, tamanu, olej z konopii, olej z pestek śliwki :)

      Zależy od zapotrzebowania na okluzję, jeżeli nie sprawdzi się u ciebie jedna opcja, to możliwe, że sprawdzi się inna. Ja np. bardzo lubię nakładać olejowe serum lub parafinowe kremy pod maski algowe peel off, a gdy potrzebuję mocnego zmiękczenia - pod maseczki hydrożelowe :) Emolienty nie tłuszczą tak mocno skóry, a super zgrywają się ze składnikami wiążącymi wodę :)

      Usuń
    3. Powlekanie skóry samymi emolientami zawsze jest ryzykowne i mocno obciąża naskórek, sprawdza się tylko przy zbyt szybkim uciekaniu wody z naskórka. Musisz wybadać własne zapotrzebowanie na okluzję - metodą prób i błędów, inaczej się nie da :)

      Usuń
  2. Ewo, przepraszam Cię, ze moje pytanie jest niezwiązane z tematyka posta, ale szukam pomocy i mam nadzieje, ze Ty lub inne czytelniczki będą mogły mi jej udzielić, widziałam, ze temat diety pojawiał się tutaj kilka razy :)
    Kilka dni temu dowiedziałam się, ze mam hashimoto, i od tamtej pory wertuje internet w poszukiwaniu informacji. Mam bardzo wiele uciążliwych objawów niedoczynnosci tarczycy (ciagle zmęczenie, senność, tycie przy braku zmian w sposobie odżywiania, bóle głowy, anemia i inne). Mam tez bardzo wysokie TSH - 103. Problemy zaczęły się u mnie po porodzie, dlatego kilka miesięcy ignorowałam objawy niedoczynnosci, myślałam, ze to zmęczenie wynikające z macierzyństwa. Od dwóch dni biorę euthyrox50. Lekarka stwierdziła, ze dieta nie ma związku z choroba.
    Przechodząc do sedna - jakie masz Ewo zdanie na temat wpływu diety na choroby autoimmunologiczne? Czytałam o protokole autoimmunologicznym, ale ciężko dotrzeć do sensownych publikacji na ten temat, wiekszosc stron powiela te same informacje nie podając źródeł. Boje się wprowadzać tak radykalne zmiany, ponieważ karmie piersia, ale wizja remisji choroby jest piękna i kusząca...

    Będę bardzo wdzięczna za wszelkie rady i sugestie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bzdura, dieta ma bardzo duże znaczenie. Nie raz czytałam jak udało się wyregulowac hormony odpowiednią dieta. Nie wiem czy to złośliwość lekarzy czy niedouczenie czy bagatelizacja. Moja ciocia też dieta uspokoiła łuszczyce wewnętrzna a byla na sterydach.

      Usuń
    2. Polecam ci lekturę bloga Qchenne inspiracje. Ja na szczęście nie mam problemów z hormonami ale na blogu jest masa cennych informacji na ten temat. Dodam tylko że nie jest to mój blog, po prostu polecam zerknać w wolnej chwili bo naprawde warto.

      Usuń
    3. Przy tak wysokim TSH sama dieta nie pomoże, trzeba znaleźć dobrego endokrynologa, który odpowiednio Cię poprowadzi. Myślę, że w pierwszej kolejności powinnaś skupić się na uregulowaniu hormonów (samo TSH nie odzwierciedla tego co się dzieje z tarczycą i trzeba o tym pamiętać).

      Usuń
    4. Cześć, czy dieta ma wpływ na uspokojenie chorób autoimmunologicznych każdego rodzaju czy ma wpływ tylko na tarczycę? W każdej chorobie trzeba patrzeć indywidualnie co szkodzi czy są jakieś określone grupy pokarmów które szkodzą? Czytałam kiedyś o protokole autoimmunologicznym ale szczerze mówiąc informacji jest mało a lekarze tylko rozdziawiają usta, czasem ręce opadają, szczególnie że dieta ma diametralny wpływ na stan zdrowia...
      M.

      Usuń
    5. Dzięki za odpowiedzi :) spojrzałam na qchenne inspiracje, faktycznie ciekawa lektura.

      Anonimku z 18.06.2017 18:09 wiem, ze sama dieta nie rozwiąże problemu, ale zastanawiam się, czy mogłaby pomoc przynajmniej częściowo uporać mi się z tym problemem...

      M. Co do protokołu, teoretycznie ma zastosowanie we wszystkich chorobach autoimmunologicznych, chociaż przyznaje, ze osobiście wolałabym najpierw zrobić testy na nietolerancję, niż eliminować produkty na wszelki wypadek - tylko, ze testy tez pozostawiają wiele do życzenia

      Usuń
    6. Tak wysokie TSH wymaga przede wszystkim diagnostyki lekarskiej oraz chociaż początkowego leczenia, najważniejsze jest jednak znalezienie przyczyny tak wysokiego TSH. Nie jestem fanką konwencjonalnego leczenia, ale w przypadkach ostrych lub mocno nasilonych, jest niezbędne. Dopiero po ustabilizowaniu sytuacji można działać naturalnymi sposobami. Aktualnie możesz wspomagać leczenie dietą o małym potencjalne zapalnym - czyli dieta bardziej bogata w tłuszcz niż węglowodany.

      Jak najbardziej można leczyć dietą, ale podstawą jest diagnostyka laboratoryjna, aby przejść na prawidłowe dla Ciebie nawyki żywieniowe. Nie wiem czy tak wysokie TSH w Twoim przypadku jest wynikiem wysokiego protokołu immunologicznego, zbadałabym przede wszystkim cukier, poziom homocysteiny, próby wątrobowe oraz profil lipidowy, czy Twoje problemy czasem nie mają związku z zaburzeniami lipidowymi. Nie chcę zalecać konkretnych diet, wspomniałam wyżej o diecie bogatotłuszczowej, ale karmiące wymagają większej ilości węgli w diecie i mają wyższe zapotrzebowanie energetyczne. Możliwe też, że Twoje problemy mają inną przyczynę i przechodzenie na konkretne diety będzie wpływało negatywnie na Twój organizm.

      Mi też szaleje tarczyca, również mam niedoczynność, ale u mnie nie jest to wina choroby autoimmunologicznej, ale jest ściśle powiązana z przysadką i nadnerczami.

      Usuń
    7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    9. Cześć dziewczyny :)

      Nie posiadam wykształcenia medycznego, ale w internecie znalazłam informację (treść cytuję poniżej), że właśnie długotrwałe stosowania diet nisko węglowodanowych może źle wpływać na pracę tarczycy:

      "Często wraz ze zmniejszonym spożyciem węglowodanów ludzie zaczynają narzekać na osłabioną pracę tarczycy. Najczęściej długo nie zdają sobie sprawy, że mają lekką niedoczynność, mimo typowych objawów takich jak: nietolerancja na zimno, wypadanie włosów, zmęczenie, problemy trawienne (np. zaparcia).
      Nagłe zmniejszenie podaży węglowodanów powoduje, że zamiast konwersji T4 w T3, ma miejsce konwersja w odwrotne T3 (rT3), która jest typowym mechanizmem oszczędzania energii w stresowych chwilach. To tak jakby nasz organizm wchodził w stan hibernacji. Żaden lekarz w Polsce nie będzie w stanie zdiagnozować takiego stanu, ponieważ rT3 nie widnieje ani w laboratoriach diagnostycznych, ani w świadomości lekarzy.
      Niewielu z nich wie też jak ważne są węglowodany dla prawidłowej pracy tarczycy. RT3 blokuje receptory tarczycy i działanie aktywnego T3. Ilość T3 spada również podczas postu i diet niskokalorycznych, zwłaszcza u kobiet. Podniesienie kalorii poprzez białko i tłuszcz nie przynosi efektów, dieta bogata w węglowodany z kolei daje stopniowy wzrost T3. W przypadku tarczycy nie mówimy o optymalnej podaży rzędu 150 gram, tylko raczej bardziej o przedziale 200-300 gram. I wszystkim osobom z niedoczynnością tarczycy radziłabym zwiększenie węglowodanów do ok. 200 gram i redukcję tłuszczy, przy stałej podaży białka. W diecie niskowęglowodanoanowej lub ketogenicznej T3 spada bardzo szybko i jest to analogiczne ze wzrostem rT3.“Euthyroid sick syndrome” to stan niskiego poziomu T3, wysokiego rT3 i kortyzolu, często nazywany systemowym deficytem glukozy."

      Co prawda w internecie często ludzie wypisują rożne głupoty, a ja przyznaję, że moja wiedza na temat fizjologii człowieka jest dość ograniczona, ale może warto na wszelki wypadek nie schodzić poniżej tych 100-150g węgli dziennie.

      Klaudia, dużo osób twierdzi (np. Ta pani https://www.youtube.com/watch?v=v6v1-VQCtGQ i ta pani https://www.youtube.com/watch?v=zKMI_NT9Oxk), że dieta dr Dąbrowskiej może wyleczyć z niedoczynność tarczycy (z tym, że jest to dieta mocno restrykcyjna, raczej głodówka lecznicza)

      Usuń
    10. To prawda, sama o tym często wspominam. Cukry są niezbędne do prawidłowej pracy tarczycy, produkcji czerwonych krwinek oraz przewodnictwa nerwowego. Wymagają one prostej glukozy, a nie tej przetworzonej z tłuszczów czy białek. Zapotrzebowanie na węglowodany bywa jednak różne, szczególnie dotyczy to kobiet. Zimą, zapotrzebowanie na węgle naturalnie wzrasta, u osób z wysokim poziomem stresu, będą one też niezbędne w sporej ilości w ostatnim posiłku, aby zapewnić produktywny sen, podczas miesiączki będą bardzo potrzebne, aby zapobiegać pojawieniu się niedokrwistości.

      Z tą tarczycą to nie jest taka prosta sprawa, diety nisko węglowodanowe zapewniają pewną ilość węgli. Autoimmunologiczne choroby tarczycy wymagają znacznej redukcji węgli w stosunku do reszty diety (jakieś 10-max 20% i to węgle najlepiej skrobiowe - ziemniaki, warzywa korzeniowe), ale znowu inne choroby tarczycy, mogą wymagać zwiększenie ilości cukrów.

      Aby zacząć kombinować z takimi dietami, należy na początku wykonać sobie chociaż podstawowy lipidogram, test obciążenia 75 g glukozy, określić poziom hemoglobiny glikowanej oraz wykonać test wodorowy z laktulozą. Przy słabym trawieniu węgli, nie ma co ich na siłę upychać, bo łatwo przyswajalna glukoza w 100% wystarczy w tak małej ilości, a organizm ludzki już sobie bardzo aktywnie sam wytworzy z wartościowych posiłków :)

      Dieta dr Dąbrowskiej to ma tylko sens u witarianów oraz u osób, które mają bezpośredni dostęp do świeżych warzyw i owoców. Jedzenie takiej ilości surowizny (która powinna stanowić największy % diety), w tym owoców, które tak jak każde cukry powodują wahania glukozy i insuliny, nie ma szansy się sprawdzić u osób z cukrzycą, insulinoopornością, zaburzeniami jelitowymi - szczególnie delikatnym żołądkiem i nieszczelnymi jelitami. Nie wiem w jaki sposób taka ilość węgli ma normować choroby autoimmunologiczne. A brak tłuszczu tylko zakłoca gospodarkę hormonalną.

      Usuń
    11. Dzięki za wyczerpującą odpowiedź :)

      "Jedzenie takiej ilości surowizny (która powinna stanowić największy % diety), w tym owoców, które tak jak każde cukry powodują wahania glukozy i insuliny, nie ma szansy się sprawdzić u osób z cukrzycą, insulinoopornością (...). Nie wiem w jaki sposób taka ilość węgli ma normować choroby autoimmunologiczne."

      - to chyba nie jest takie proste. Słyszałaś może kiedyś o takim lekarzu jak Walter Kempner? W latach 30-tych XX wieku opracował on eksperymentalną dietetyczną terapię terapię, która wyleczyła pacjentów zarówno z cukrzycy jaki i otyłości, a składała się ona z prawie samych węgli (głównie prostych) :
      http://www.akademiawitalnosci.pl/cud-diety-kempnera/

      Bardzo polecam Ci zapoznanie się z tym artykułem, chociażby dla poszerzenia horyzontów (nie wiem na ile wiarygodnym źródłem est dama strona, ale akurat ten artykuł opisuje przypadek dobrze udokumentowany w literaturze medycznej). Ciekawi mnie oczywiście Twoja polemiczna odpowiedź.

      Od siebie dodam, że akurat mój tata wyleczył na dicie Dąbrowskiej cukrzyce typu 2 (podobnie jak panie z filmików, które podlinkowałam w poprzednim poście zapewniają, że ta dieta wyleczyła ich problemy z tarczycą). Ale to tzw. dowody anegdotyczne :)

      Usuń
    12. Niewątpliwie najbardziej szkodliwe jest łączenie dużej ilości cukrów (węgli z tłuszczami). Zarówno dieta wysokotłuszczowa, jak i wysokowęglowodanowa ma sporo zwolenników i każda z nich faktycznie jest dobrze udokumentowana w literaturze medycznej. Na pewno duża ilość węgli wpływa pozytywnie na typy witariańskie, których jest coraz mniej - żywność jest zbyt uboga w enzymy i zawiera zbyt dużo substancji toksycznych, które upośledzają procesy trawienia. Myślę, że dużo zależy od organizmu i naturalnego przystosowania, u osób ze słabą tolerancją węglowodanową, nie ma szans, aby taka dieta działała pozytywnie. Nadmienię także, że te skazy węglowodanowe, są stosunkowo nowe, to są już daleko idące wnioski, ale moim zdaniem to następstwo bardzo słabej jakości żywności i przede wszystkim bardzo zwiększonej ilości glutenu w zbożach. Wcześniej nie było aż tylu problemów z trawieniem cukrów, ok, najpierw był wysyp cukrzycy, teraz jest coraz więcej zaburzeń nie tylko insulinowych, ale przede wszystkim bardziej wyrafinowanych nietolerancji i skaz pokarmowych, które nie dają oczywistych objawów (no chyba, ze dojdzie do silnego stanu zapalnego) Aktualnie prawie w każdym laboratorium można wykonać test wodorowy oddechowy na cukry oraz tak skomplikowane badania jak markery stanu zapalnego w jelitach (kalprotektyna), czy wskaźnik nieszczelności jelit (zonulina).

      Dzięki za podrzucenie tego artykułu, ale nadal najbezpieczniejszym i jednocześnie najcenniejszym składnikiem odżywczym jest tłuszcz nasycony krótkołańcuchowy. Wynika to z jego budowy, indeksu glikemicznego, zerowym potencjale prozapalnym oraz sposobu wchłaniania.

      Nadmienię jednocześnie, że dużo zależy od typu węgli. Np. większość warzyw i zawarte w nich cukry, trawią się inaczej niż prosta glukoza. Ja np. warzywa kapustne, liściaste, zielone, cukinie, bakłażany jem bez umiaru, bo mają inne łańcuchy i nie należy ich traktować jak tak łatwo przyswajalnych węgli. no i oczywiście duże znaczenie ma obróbka, surowizna, potrawy na zimno, mają dużo skrobi opornej, która jest nietrawiona w organizmie ludzkim, a ma bardzo pozytywny wpływ na florę bakteryjną. Z kolei gotowane warzywa, szczególnie korzeniowe, to już łatwo przyswajalne cukry. Dużo zależy więc od tego jakie warzywa ktoś wybiera, jak je przetwarza oraz w jakiej ilości zjada. Natomiast taka dieta jest tylko węglowodanowa z diety, bo wcale nie dostarcza tych łatwo przyswajalnych cukrów, a więc poprawia się odpowiedź insulinowa :)

      Usuń
    13. "Myślę, że dużo zależy od organizmu i naturalnego przystosowania" - Też myślę, że to jest kluczowa sprawa. Pewnie ciężko byłoby znaleźć dietę, która by służyła absolutnie wszystkim.

      Dzięki za odpowiedź, jak zawsze wyczerpującą i merytoryczną.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja tylko chciałabym napisać, że uwielbiam Twój puder myjący:). Wszystkim niezdecydowanym polecam mini porady. Naprawdę warto!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ewo, ja mam do Ciebie pytanie może niezbyt mocno związane z tematyką postu ,ale za to w nawiązaniu do pielęgnacji warstwowej, o której piszesz na początku - podobnie jak ty uważam, że czasem stosowane po sobie kosmetyki, bez rozwagi moga się wykluczać, a wręcz wyrządzić nam krzywdę. Dlatego chciałam zapytać czy Serozinc może być stosowany w połączeniu z serum Liq cc?
    A post jak zwykle pełen fachowej, pomocnej wiedzy:)
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może, ale są to kosmetyki, które bazują głównie na wodzie i mają wysuszającą formułę - woda Serozinc jest mocno słona i zawiera dużo cynku, natomiast serum LIQ bazuje na wodzie i glikolu, możesz mieć po takiej mieszance zbyt mocno ściągniętą skórę i będzie się to objawiało albo nasilonym łojotokiem, albo narastającym przesuszeniem i pojawiającymi się kropelkami potu w porach ;)

      Usuń
  6. A ja mam klopot z dobraniem preparatu nawilżającego po myciu. Myje skórę delikatnym żelem zmieszanym z olejkiem. Później domywam lekkim żelem. Skóra po myciu jest w sam raz, ale po ok.15 minutach zaczyna być sucha. Post Acte jest zbyt lekkki, nawet z kropla oleju jest zbyt lekki; krem cięższy jest zbyt ciężki, bo skóra po czasie pokrywa się warstwą sebum i nieświeżo wygląda. Dodanie tetraizopalmitynianu do kremu konczy sie nieświeżą skórą. Pocieranie czymkolwiek przy zmywaniu robi moim policzkom bardzo źle dlatego odpuściłam szmatki/gąbeczki. A skora wciąż ma zaskórniki. Może mogłabyś mi coś podpowiedzieć? Co robię źle?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myjesz skórę podwójnie i to dosyć mocno przesuszającymi formułami, spróbuj oczyszczać skórę jednoetapowo, polecam albo spłukujące się kremy myjące (np. Bielenda emolienty dla cery suchej i wrażliwej) albo azjatyckie olejki myjące, szczególnie ręczę za Whamisa Cleaing Oil ;) Problem ewidentnie leży w niewłaściwym oczyszczaniu, które generuje potrzebę nawilżania, wtedy każdy produkt nie będzie współpracował z cerą :)

      Usuń
    2. Czy filtr tez zmyję emolientami Bielendy? Wystarczy 1 mycie?

      Mogłabyś mi podpowiedzieć jak użyć tetraizopalmitynianu? Z kremem mi się nie sprawdza, wymieszany z olejkiem malinowym/awokado/konopnym tak sobie, nie mam juz pomysłu:(

      Usuń
  7. Odnośnie pudru myjącego wg receptury Ewy. Mam wrażliwą cerę i mąka owsiana mnie podrażnia, dlatego szukam mączki owsianej. Drogie Czytelniczki, czy wiecie może, gdzie takową dostać? Poza pewnym podejrzanym sklepem on-line, który nie podaje nawet nr tel. nie znalazłam żadnego źródła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mączkę owsianą koloidalną dostaniesz na zielonymklubie :)

      Usuń
  8. Ja mam pytanie niezwiązane z tematem. Ewo jakie książki z dziedziny kosmetologi, dermatologi, etc. polecasz? Chodzi mi o coś bardziej specjalistycznego. Jestem na pierwszym roku i chciałabym zacząć zgłębiać temat głębiej na własna rękę. Dodam, że jestem w posiadaniu książek "Kosmetologia pielęgnacyjna i lecznicza" oraz "Dermatologia dla kosmetologów".
    Z góry dziękuję za pomoc :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również poszukuję literatury w tym temacie.Bardziej jako uzupełnienia wiedzy dla pasji. Jestem niestety już po studiach o zupełnie innej tematyce i kosmetologią zainteresowałam się w ich trakcie.Chciałabym poszerzyć swoją wiedzę.
      I mam prośbę jeśli ktoś tu zagląda kto orientuje się niech wspomni jak wygląda zawód kosmetologa w praktyce i czy warto iść w tym kierunku?
      Ewo, czy sama planujesz uzupełnienie kształcenia w tym kierunku? Widać,że kosmetologia to twoja pasja, czy będzie to też twój zawód?

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Nie znam zbyt wielu dobrych publikacji z zakresu dermatologii, mogę jedynie polecić, jeżeli jesteś zainteresowana, jedynie atlasy drmatoz. Najbardziej polecam przede wszystkim publikacje naukowe, atlasy dermatologiczne on-line oraz obserwację własnej skóry. Najwięcej informacji uzyskuję zdecydowanie z praktyki - czy to na własnej skórze, czy na klientach prywatnych konsultacji :)

      Usuń
    3. Anonimowy17 czerwca 2017 14:27 Nie wiem, na pewno planuję dietetykę zaocznie i studium z medycyny chińskiej oraz fitoterapii, co dalej - nie mam pojęcia :)

      Usuń
  9. Ewo, czy możesz polecić jakieś lekkie podkłady kremowe? Pytam, bo mam właśnie dokładnie taki problem z minerałami jak opisałaś...ale obawiam się by 'tradycyjny'podkład nie powodował zapychania :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie nie sprawdzają się lekkie podkłady, najczęściej wykonuję makijaż na kremach z filtrem albo stosuję podkłady typu Cushion, które są najbardziej kremowe i okluzyjne. Zbyt lekkie konsystencje podkładów nie dość, ze obciążają skórę, to jeszcze uwidaczniają suche skórki i wyglądają mało atrakcyjnie. Kwestia zatykania porów jest bardzo osobiczna, mnie szybciej zapcha zbyt lekki, nie współpracujący z moją cerą podkład, niż porządny, emolientowy podkład, który dobrze nawilża moją cerę i ją zabezpiecza. Najbardziej polecam spróbować połączyć minerałami z kremem z filtrem (koniecznie chemicznym), jeżeli takie połączenie się u ciebie sprawdzi, celowałabym w podkłady w poduszeczce ;)

      Usuń
  10. Witam, chciałam podziękować gdyż dzięki Tobie Ewo odkryłam serum Flavo c z BU (wersja lekka). Jestem oczarowana :) Przede wszystkim już po kilku dniach faktycznie widać lekkie rozjaśnienie przebarwień zapalnych. A drugą i to chyba nawet ważniejszą kwestią jest fakt że podkład mineralny nałożony na to serum utrzymuje się na mojej skórze od rana aż do wieczoru !!! 3 razy dłużej niż minerały nałożone np na krem lub na czytą skóre. Używam podkładu Anabelle matującego i cera wygląda pieknie - jest rozświetlona, nawet po zmatowieniu pudrem bambusowym przebija się ten blask z serum (nie jest to tłustość czy nieświeżośc a taki blask zdrowej skóry).

    OdpowiedzUsuń
  11. Czyli jednak minerały mogą spieprzyć cerę :( Zwalczyłam chwilowo trądzik na brodzie. Używałam kremu bb Holika Holika, trochę zapychał, podobno przez złe oczyszczanie. Szukam czegoś innego, przez prawie 2 tygodnie testowałam podkład Pixie Amaxon Gold. Efekt - masakryczna ropna gula na brodzie, drobne krostki. Chyba, że znowu kwestia oczyszczania? Minerały trzeba zmywać tak, jak bb? A może po prostu minerały mi szkodzą? Zapychają/uczulają mnie prawie wszystkie, jakie wypróbowuję :( (amilie, annabelle zależnie od formuły, ecolore, pixie love botanicals).

    Seldirima

    OdpowiedzUsuń
  12. Który krem z filtrem byłby według Ciebie do skóry trądzikowej?
    Vichy: Aqua,Homosalate,Silica,Ethylhexylsalicylate,Ethylhexyl Triazone,C12-15 Alkyl Benzoate,
    Bis−Ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine,Drometrizole Trisiloxane,
    butylmethoxydibenzoylmeth ane,aluminum starch octenylsucci-nate,Octocrylene,Glycerin,
    Pentyleneglycol,Styrene/Acrylates Copolymer,Potassium Cetyl Phosphate,Parfum,Caprylylmethicone,
    Acrylates C10-C30 Alkyl Acrylate Crosspolymer,
    Aluminum Hydroxide,Caprylyl Glycol,Cinnamomum Cassia Extract,Dimethicone,Disodium EDTA,Inulin Lauryl Carbamate,
    PEG−8 Laurate,Phenoxyethanol,Poterium Officinale Extract,Stearic Acid,Stearyl Alcohol,
    Terephthalylidene Dicamphor Sulfonic Acid,Titanium Dioxide,Tocopherol,
    Triethanolamine,Xanthan Gum,Zingiber Officinale Extract / Ginger Root Extract


    Flos-Lek: Aqua,Octocrylene,Titanium Dioxide,Silica,Dimethicone,C12-15 Alkyl Benzoate,
    PEG-40 Hydrogenated Castor Oil,Cetyl PEG/ PPG-10/1 Dimethicone,HexylLaurate,
    Ethylhexyl Stearate,butylmethoxydibenzoylmeth ane,glycerin,Butylene Glycol Dicaprylate / Dicaprate,
    Butyrospermum Parkii Butter,C Yclomethicone,Cera Microcristallina,Hydrogenated Castor Oil,Sodium Chloride,
    Tocopheryl Acetate,Parfum,Cetyldimethicone,Methylparaben,PEG-8,Tocopherol, Ascorbyl palmitate,ascorbic acid(vitamin C),Citric Acid

    OdpowiedzUsuń
  13. Lanolina uratowała moje stopy przed otarciami od sandałów!! Dziękuję za patent.
    Wspominasz o suplementacji w celu zbicia progesteronu. Masz na myśli wysokie dawki Wit b1 b2 b3 oraz cynku stosowane tylko podczas owulacji czy codzinniee??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wysokie dawki witaminy B3 (600-800mg) i B6 (200-250mg) przez cały cykl :)

      Usuń
  14. Lubię, że czasem po twoich radach i postach decyduję się na coś, czego się wcześniej obawiałam. Chociaż nie sięgnęłam po typowy gęsty krem ochronny, ale po lejącą emulsję na oleju mineralnym, to sprawdziła się świetnie. Na spryskanej wodą termalną twarzy działa lepiej niż inne kremy, w których zawsze mi coś nie pasowało (cześć aptecznych, część nie). Dopiero zaczęłam testy, ale na razie nie ma żadnych problemów, nowych wyprysków, skóra jest mięciutka i zadowolona. Mam faktycznie predyspozycje do łatwej ucieczki wody z naskórka, więc musiałam spróbować. W ogóle chcę ukręcić na tej emulsji coś w typie kremu myjącego, więc poczekam na twój post o robieniu balsamów myjących (chyba go zapowiadałaś ostatnio) - nie wiem, w jaki emulgator celować i ile go dodać, a mam ochotę poeksperymentować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimku, a możesz zdradzić, co to za emulsja? :) I czy używasz minerałów, albo próbowałaś Avene post acte?

      B.

      Usuń
    2. Używam minerałów od ponad pół roku i nie wróciłam nawet na chwilę do podkładów płynnych, chociaż to raczej z braku kolorów w płynne kolorówce niż braku ciekawości. Minerałki mi służą, tak uważam, zwłaszcza krzemionka.
      Oczywiście, że próbowałam Avene post acte - od dawna szukam intensywnie kremopodobnych rzeczy łatwych do modyfikacji w dni, kiedy nie noszę filtra, więc zużyłam jej sporo - aż dwie tubki, zaczynając od zimy i kończąc na wiośnie. Faktycznie jest dość neutralna, ale coś zawsze mi w niej nie pasowało. Dziwne było to uczucie... plastiku na twarzy. Nie dawała mi wystarczającego komfortu w małych ilościach i chcąc go sobie zapewnić, próbowałam parę razy nałożyć więcej, ale to nie kończyło się dobrze. Mieszanie z olejem też nie bardzo ją ratowało, lepiej mi się sprawdzało w zimie łączenie oleju prosto z żelem aloesowym niż z Avenką. Teraz w sumie żałuję, że nie próbowałam od razu ciężkiej wersji Avene czy Baume LPR, ale jak to pisała Ewa - histeryczny strach przed parafiną.
      To Emolium emulsja do ciała - nie ma zapachu, więc nie miałam wiele oporów, by rzucić ją na twarz i oczy mi od niej nie łzawią. W minimalnych ilościach na razie robi to, co robić powinna, trzymam za nią kciuki.

      Usuń
  15. Ewo,może mogłabyś mi pomóc. Jestem w początkowej fazie trądziku różowatego. Pozostały mi jeszcze do rozwiązania takie delikatne sprawy jak rogowacenie i 'mini-grudki'(bardzo płaskie) na policzkach,które zaostrzają rumień. I tu mam pytanie - czy LHA na oleju lub kwas salicylowy (naturalny) mogłoby mi pomóc na te grudki?(z rogowaceniem i tak jest nie najgorzej ;)) A może masz jakiś inny pomysł lub sugestię jak z tym walczyć? Będę wdzięczna za jakąkolwiek wskazówkę.
    Pozdrawiam,
    Katarzyna

    OdpowiedzUsuń
  16. Cześć Ewo! Od stycznia borykam się z zapaleniem okołoustnym i w trakcie leczenia stosowałam/stosuje Tetralysal, Soolantrę, Rosex, Acnelec, oczywiście zgodnie z zaleceniami dermatologa. Przerzuciłam się nawet na podkłady mineralne - po wypróbowaniu bez mała wszystkiego co mamy na rynku zdecydowałam się na pixie serię botanical. Przestało mi nawet przeszkadzać to, że nie wszystko jestem w stanie "przykryć". Widzę poprawę, ale do wyleczenia jeszcze daleka droga. A że do tego wszystkiego jestem strasznym bladziochem, muszę w okresie wakacyjnym zastosować coś więcej niż SPF15 obecne w podkładzie. Stąd moje pytanie - czy miałaś może styczność z SVR Sebiaclear Creme Krem SPF50? dermatolog poleciła mi ten filtr lub SVR Blur opisany przez Ciebie w powyższym poście, decyzja należy do mnie, ale mam z nią mały problem. Będę wdzięczna za każdą podpowiedź. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń

Super, że jesteś! 👍👍👍

Jeśli temat Cię zainteresował, chcesz podzielić się swoimi doświadczeniami, a może potrzebujesz pomocy - podziel się tym w komentarzach. Jeśli wymagasz kompleksowej pomocy i nie radzisz sobie z nadmiarem informacji - warto skorzystać z moich usług: mini-porady, czy też prywatnej konsultacji.

Pamiętaj, że nie jesteś sam - trądzik, to choroba, która dotyka nie tylko osoby w wieku dorastania, ale także dojrzałym. Dołącz do społeczności i zacznij cieszyć się piękną cerą ! ❤❤❤

Jednocześnie proszę o nie reklamowanie się na moim blogu. Reklama w tym miejscu jest płatna.

Komentarze są przeze mnie moderowane. W tym miejscu obowiązują pewne zasady.

Copyright © 2016 MademoiselleEve , Blogger