06:00

Podsumowanie kuracji Daktarinem 2%

Podsumowanie kuracji Daktarinem 2%

Hej kochani!

Niestety moja skóra głowy, tak jak cera jest bardzo problematyczna. Pisałam Wam o moim kryzysie - łupieżu, świądzie, podskórnych, bardzo bolących krostach i bardzo szybkiemu przetłuszczaniu włosów. Były momenty, że opadały mi ręce i rozważałam zrezygnowanie z włosomaniactwa. Ratując się wszystkim co miałam pod ręką, doszłam do wniosku, że czasami naturalne metody nie są wcale tak dobre i skuteczne. Postanowiłam więc za namową Kasi kupić maść przeciwgrzybiczą - Daktarin.

Zanim kupiłam ten środek, skonsultowałam się z dermatologiem. Pani dermatolog nie widziała przeciwwskazań do stosowania maści na skórę głowy. Ostrzegła mnie jedynie przed tym, by nie nakładać jej od razu na owłosioną skórę - obowiązkowo robimy próbę za uchem i obserwujemy reakcję skóry. Maść mnie nie podrażniła, nie spowodowała żadnych skutków ubocznych.

Daktarin to maść przeciwgrzybicza. Zawiera substancję czynną mikonazol. Działa on przeciwgrzybiczo między innymi na dermatofity i drożdżaki oraz przeciwbakteryjnie na Gram-dodatnie pałeczki i ziarenkowce. Mikonazol znajduje zastosowanie także w leczeniu grzybic wtórnie zakażonych. Mikonazol zwykle likwiduje świąd skóry, który często towarzyszy zakażeniom wywołanym przez dermatofity i drożdżaki. Świąd ustępuje przed pojawieniem się innych oznak wyleczenia.(informacje pochodzą z ulotki leku). Maść zalecana jest w leczeniu zakażeń grzybiczych skóry, m.in grzybice skóry, ciała, głowy, stóp, pachwin, łupieżu pstrym. Daktarin jest dostępny bez recepty.Kuracja powinna trwać od 4 do 6 tygodni.

Maści używałam przez ponad 4 tygodnie i ukończyłam właśnie dzisiaj swoją kurację ;) Maść wcierałam co 2 dni, czasami codziennie. Przyznam się, że na początku bardzo się pilnowałam, ale kiedy maść zaczęła działać było ciężko. Zużyłam całą, jedną tubkę 15gram. Do pokrycia skóry głowy potrzebowałam odrobinę kremu, gdy nałożyłam zbyt dużo, włosy były tłuste. Maść kładłam na noc przed myciem, jeśli nigdzie nie wychodziłam - codziennie wieczorem.

Jak z  działaniem?
Powiem tak, żałuję, że tak obawiałam się tej maści i nie sięgnęłam po nią wcześniej. Po około dwóch tygodniach wyleczyłam łupież, świąd, ropne krostki i wszystkie problemy ze skórą głowy. Jednak zgodnie z zaleceniami moja kuracja trwała 4 tygodnie (prawie pięć). Dodatkowo włosy przestały nadmierne wypadać (podejrzewam, że przyczyną wypadania były drożdżaki). Z czystym sumieniem mogę Wam polecić ten środek, jeśli borykacie się z łupieżem spowodowanym przez drożdżaki.

Maść zaczęła działać bardzo szybko, nawet nie wiecie jaką czułam ulgę! W końcu coś, co naprawdę działa. Mimo że przerażało mnie kładzenie maści na skórę głowy z świadomością, że kładłam ja wcześniej na stopy, to przemogłam się i nie żałuję. Daktarin był stosowany także przez włosomaniaczki ze względu na przyspieszenie porostu. Ciężko mi było wychwycić, czy włosy rzeczywiście szybciej rosły, ponieważ w końcu zdecydowałam się na wizytę u fryzjera. Z pomocą siostry mierzyłam włosy co tydzień i włosy urosły prawie 4cm, czyli o około 2 cm więcej niż zwykle. Poza tym zauważyłam sporą ilość baby-hair. Nie jestem jednak pewna, czy Daktarin je spowodował, powróciłam do zdrowej diety i być może to ona jest za nie odpowiedzialna ;)

Jestem zachwycona działaniem maści i już kupiłam kolejną tubkę, zdecydowanie warto jest ją mieć w pogotowiu. Jeśli Wasz łupież ma podłoże grzybicze, to nie obawiajcie się i sięgajcie po skuteczne środki apteczne. Szkoda czasu, nerwów i  pieniędzy. U mnie niestety naturalne sposoby nie okazały się zbyt skuteczne i przynosiły chwilową ulgę. W moim przypadku Daktarin wyleczył skórę głowy i mam nadzieję, że nie będzie to tylko chwilowa poprawa, będę Was informować ;)

A poniżej zamieszczam Wam zdjęcia włosów.



Pozdrawiam :*

06:00

White Flower, Błoto z Morza Martwego | Maska na twarz i całe ciało do każdego rodzaju cery

White Flower, Błoto z Morza Martwego | Maska na twarz i całe ciało do każdego rodzaju cery

Nie należę do grona zwolenników glinek - nie odczuwam ich magicznego działania i zazwyczaj używam ich inaczej niż większość. Wyjątkiem jest glinka czerwona.. i błoto z morza martwego, które poniekąd także można nazwać glinką (glinka czarna). Błoto z morza martwego jest moim stałym punktem pielęgnacji i jest jedną z niewielu maseczek, do których zawsze powracam. Swego czasu miałam wiele podejść do błot z morza martwego, jak się okazuje.. działają one zupełnie inaczej.


W dzisiejszym poście wezmę pod lupę błoto, które możecie dostać w każdym Rossmannie w zawrotnej cenie 20 złotych (na promocji 15 złotych). Dostajemy aż 500g sypkiego błota (to bardzo ważne, ponieważ często dostajemy już rozcieńczone z wodą i waga w przeliczeniu na kilogramy bardzo się zawyża), taka ilość starczy na wieki. Błota używa cała moja rodzina, jest bardzo ekonomiczne, końca nie widać, a każdy jest zadowolony z  efektów. Koszt takiej maseczki to zaledwie kilka groszy ;)
 

Powracając jednak do samego błota i jego działania, muszę podkreślić, że wersja dostępna w Rossmannie jest wybitnie oczyszczająca. Pod tym względem przebija wszystkie glinki jakich dotąd używałam z  algami włącznie. Działanie możemy odczuć dość mocno na naszej skórze - ostatnio brat obłaził jak jaszczurka ;) Producent obiecuje nam, że skóra będzie dogłębnie oczyszczona, matowa, wygładzona, odżywiona, nawilżona. błoto dodatkowo pobudza krążenie krwi (uwaga naczynkowcy) , wiec może być stosowane przy cellulicie, rozstępach, uspokaja i jest świetnym uzupełnieniem terapii trądziku, łuszczycy, atopowego zapalenia skóry, egzem i łojotoku. Muszę powiedzieć, że choć obietnice producenta są dość szerokie, to prawie wszystkie z nich mają realny wpływ na spełnienie. Nie zgodzę się jedynie z tym, że błoto nawilża i sprawdzi się przy atopowym zapaleniu skóry. Do większości obietnic nie mogę się przyczepić, ponieważ produkt rzeczywiście działa.


Produkt głęboko oczyszcza - zawsze szukam swoich porów po maseczce ;) Ilośc zaskórników i stanów zapalnych została zredukowana, poza tym błoto wpływa świetnie na gojenie i przygasza zaostrzone zmiany. Skóra jest jędrna, niesamowicie gładka i mięciutka. Po zmyciu maseczki, cera wygląda jak po obróbce graficznej, poza tym działa długofalowo. Widzę, że moja skóra (widać to zwłaszcza na skórze mamy) jest wyraźnie odżywiona, ujędrniona i bardziej promienna. Produkt rzeczywiście ogranicza przetłuszczanie skóry i skutecznie odblokowuje pory. Ma realny wpływ na skórę trądzikową - zmiany goją się błyskawicznie, wyskakują o wiele rzadziej.

Nie mam żadnych wątpliwości, że jest skutecznym środkiem antycellulitowym, ponieważ świetnie rozgrzewa skórę i stymuluje krążenie. Mam cerę naczyniową, ale akurat ten produkt może nie zrobić nam krzywdy, jeśli znajdziecie na niego sposób (mimo wszystko podchodźcie do niego ostrożnie). Zauważyłam, że najmocniejsze działanie oczyszczające wykazuje w połączeniu z  samą wodą mineralną - skóra czasami jest aż ściągnięta, skrzypi, a nałożone błoto szczypie i piecze (wytrzymuję z nim maksymalnie 10minut). Takie działanie błota neutralizuje jogurt naturalny, dodatek pantenolu i alantoiny i wytrzymuję z nim aż do zaschnięcia, czyli około 30 minut. Wtedy cera nie jest aż tak ściągnięta, podrażniona i nie widzę nasilonych zmian naczyniowych.


Błoto naprawdę solidnie oczyszcza, dlatego podchodźmy do niego ostrożnie. Nie powinniśmy używać go zbyt często, sama stosuję je zamiennie z algami.

A teraz aplikacja ;) Jestem bardzo zadowolona, ze dostajemy błoto w formie sypkiej. Nie posiada ono żadnych barwników, konserwantów, dodatków chemicznych. Sami regulujemy gęstość maseczki i o tym, z czym ją łączymy. Dobrze rozdrobnione nie pozostawia żadnych grudek, zmywa się błyskawicznie, nie osiada na skórze. Do pokrycia twarzy i szyi potrzebuję jednej kopiastej łyżeczki i wedle uznania dodaję wody. I najważniejsze - błota nie pozostawiamy od razu do zaschnięcia. Pierwsze próby powinny trwać od 5 do 10minut, następnie z czasem możemy zostawiać je do zaschnięcia. Jeśli odczuwamy dyskomfort, pieczenie, powinniśmy zmyć błoto (odczekajmy 5 minut, może być to przejściowe). Jeśli błoto nadal nas podrażnia - zmieszajmy je z jogurtem naturalnym. Taka opcja nie podrażniła nikomu skóry, a stosuję ją ja, siostra, brat, mama.

Błoto kosztuje tylko 20 złotych, nawet cena bez promocji jest bardzo atrakcyjna. Dostajemy aż 500g naturalnego kosmetyku! Błoto jest bardzo wydajne, regularnie używają go 4 osoby, a zużyliśmy z 1/4 przez prawie dwa miesiące ;) Dostajemy je w odkręcanym, plastikowym słoiczku. Spadło mi z kilka razy, ale nie widzę, żeby miało jakiś uszczerbek :D


Nie sądziłam, że w drogerii, do której mam dostęp dostanę coś takiego. To miła odmiana, i chociażby ze względu na dostępność na pewno będę  kupować ten produkt regularnie. Znajdziecie go przy solach i produktach do kąpieli ;)

06:30

Płukanki do włosów - podział, rodzaje i zastosowanie

Płukanki do włosów - podział, rodzaje i zastosowanie

Post o płukankach do włosów miał pojawić się już dawno temu, nie wiem czemu, ale jakoś odkładał się w czasie. Płukanki stosuję regularnie, to stały punkt mojej pielęgnacji. Jeśli jesteście zainteresowani, zapraszam Was do lektury ;)


10:00

Sylveco | Lekki krem nagietkowy

Sylveco | Lekki krem nagietkowy

Mimo przeogromnej sympatii do firmy Sylveco, muszę z bólem stwierdzić, że ten produkt po prostu im się nie udał. Oczywiście co skóra, to inna reakcja (czego dowiodę w dzisiejszej recenzji) , ale dla mnie ten produkt jest kompletną pomyłką.Co poszło nie tak ?

Może zacznę od samego początku - obwiniałam każdy produkt za aktualny stan cery, tylko nie ten krem. Za każdym razem, gdy go odkładałam, cera była w lepszym stanie. Co więcej, nie tylko ja zauważyłam takie 'efekty' stosowania tego kremu. Na wizażowym wątku dla trądzikowców bezapelacyjnie stwierdziłyśmy, że ten krem nam szkodzi. Jak będzie z Wami, nie wiem, ale na cerach mieszanych, tłustych, z tendencją do zaskórników prawdopodobnie ten krem się nie sprawdzi. Nie wiem co obwiniać.. czy formułę, czy ekstrakt z nagietka. Być może wypróbuję jeszcze wersję brzozową i zrobię małe porównanie tych kremów ;)

Już tradycyjnie na samym początku przejdę do analizy składu - mimo bardzo podobnej formuły do lekkiego kremu brzozowego widzę tutaj kilka modyfikacji i dodatkowe wzbogacenie kremu ekstraktem z nagietka. Informacje o poszczególnych składnikach tego produktu pochodzą ze strony producenta. Etykietę możecie powiększyć.


Aqua - woda
Vitis Vinifera Seed Oil - olej z pestek winogron. Jest bogatym źródłem witaminy E, będącej antyutleniaczem, dzięki wysokiej zawartości nienasyconych kwasów tłuszczowych zapobiega nadmiernej utracie wody.
Glycine Soja Oil - olej sojowy. Bogaty we flawonoidy, fitosterole i wiaminę E, nawilża i uelastycznia skórę
Sorbitan Stearate - naturalny emulgator z oleju kokosowego
Sucrose Cocoate - naturalny emulgator z oleju kokosowego
Butyrospermum Parkii (Shea Butter) Fruit- zawiera witaminy A, D, E i F, jest naturalnym filtrem, chroniącym przed niekorzystym działaniem promieni UVA i UVB, poprawia elastyczność skóry i zapobiega jej wysuszaniu
Glyceryl Stearate - składnik pochodzenia roślinnego. Jest to ester kwasu stearynowego i gliceryny. W kosmetykach pełni rolę emulgatora, ponadto zastosowany w preparatach do pielęgnacji skóry i włosów tworzy na powierzchni warstwę okluzyjną, czyli działa pośrednio nawilżająco (zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody).
Argania Spinosa Kernel Oil - olej arganowy. Chroni naskórek przed wysychaniem, uspokaja podrażnioną skórę, wygładza, ma działanie przeciwstarzeniowe.
Simmondsia Chinensis Seed Oil - olej jojoba. Płynny wosk składający się z wielu cennych kwasów tłuszczowych, witamin oraz skwalenu, wykazuje duże powinowactwo ze skórą, dzięki czemu wzmacnia jej strukturę
Stearic Acid - kwas stearynowy. Organiczny związek chemiczny, należy do nasyconych kwasów tłuszczowych. Pełni funkcję emulgatora i stabilizatora emulsji. Dodatkowo stosuje się go w preparatach myjących jako tzw. substancję renatłuszczającą, która odbudowuje barierę lipidową i częściowo hamuje proces wymywania lipidów z warstwy rogowej naskórka.
Cetearyl Alcohol - alkohol cetylostearylowy. Głównymi składnikami są alkohol cetylowy i alkohol stearylowy (alkohole tłuszczowe). Jest to emolient stabilizujący emulsję i nadający jej odpowiednią konsystencję. Zastosowany w preparatach do pielęgnacji skóry i włosów tworzy na powierzchni warstwę okluzyjną, która zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody (jest to pośrednie działanie nawilżające), przez co kondycjonuje, czyli zmiękcza i wygładza skórę i włosy.
Benzyl Alcohol - alkohol benzylowy. W postaci estrów występuje naturalnie w olejkach eterycznych, uniemożliwia rozwój i przetrwanie mikroorganizmów w czasie przechowywania produktu, pełni więc rolę konserwantu. Jest ważnym rozpuszczalnikiem dla innych substancji hydrofilowych zawartych w kosmetyku. Regulator lepkości, rozrzedza preparat kosmetyczny. Jako substancja konserwująca, jest dopuszczony przez instytucje certyfikujące kosmetyki naturalne.
Betulin - betulina. Hamuje reakcje apalne, odpowiedzialne za zmiany uczuleniowe, zmniejsza obrzęki i likwiduje objawy świądu.
Tocopheryl Acetate - witamina E. W postaci octanu tokoferolu, posiada wysoką zdolność neutralizowania wolnych rodników, wzmacnia ściany naczyń krwionośnych, chroni przed zniszczeniem lipidy naskórka, włókna kolagenowe i elastynowe, dzięki czemu znacznie spowalnia procesy starzenia się skóry.
Aloe Barbadensis Leaf Extract - ekstrakt z aloesu. Otrzymuje się z liści aloesu. Znajdują się w nim następujące związki: aloina, aloinozydy, aloe-emodyna, a także polisacharydy, białka, aminokwasy, żywice, antrazwiązki, kwasy organiczne (bursztynowy, cynamonowy), naturalny kwas salicylowy, lupeol, minerały oraz witaminy (A, grupa B, C, wszystkie rozpuszczalne w wodzie)
Allantoin - alantoina. Łagodzi podrażnienia, przyspiesza gojenie i zmiękcza skórę
Xanthan Gum - guma kstantowa. Polisacharyd otrzymywany w procesie fermentacji cukrów przez bakterie Xanthomonas campestris. Nadaje wyrobom kosmetycznym odpowiednią gęstość i stabilność, zwiększa lepkość preparatu.
Dehydroacetic Acid - Kwas dehydrooctowy. Konserwant dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych. Jest to układ wyjątkowo efektywny przeciwko grzybom, wykazuje pewną aktywność przeciwbakteryjną.
Calendula Officinalis Flower Extract - ekstrakt z nagietka lekarskiego. Posiada silne właścwości antybiotyczne (zwłaszcza na bakterie trądzikowe) oraz przeciwzapalne, działa oczyszczająco, ułatwia goejenie i regenerację skóry
Saponaria Officinalis roqt Extract - ekstrakt z mydlnicy lekarskiej. Działa zmiękczająco i oczyszczająco na skórę. Przyspiesza wchłanianie i dystrubcyję składników aktywnych
Lupeol- naturalny kwas salicylowy, występujący w wielu owocach i roślinach (m.in. oliwki, mango, truskawki, winogrona, aloes). Badania naukowe pokazują, że związek ten zwalcza ludzkie i zwierzęce komórki rakowe. Ponadto ma właściwości antyoksydacyjne, przeciwmiażdżycowe i przeciwzapalne. Lupeol stymuluje biosyntezę kolagenu i zapewnia dobrą jakość kolagenu, a także pobudza namnażanie fibroblastów, poprawiając tym samym jędrność i elastyczność skóry.
Oleanolic Acid - kwas oleanolowy . Związek z grupy triterpenów, wykazuje własności przeciwzapalne i antymikrobowe, ma kluczowe znaczenie dla pracy gruczołów łojowych (ogranicza wydzielanie łoju). Udowodniono, że kwas oleanolowy hamuje rozwój nowotworów poprzez wpływ na różne procesy związane z cyklem życiowym komórek, jak naprawa DNA, podziały komórek i ich samobójcza śmierć.
Betulinic Acid - kwas betulinowy.


Producent lekki krem nagietkowy poleca każdemu typowi skóry, szczególnie skórze łuszczącej się, podrażnionej, wysuszonej, zaczerwienionej, skłonnej do infekcji, zanieczyszczonej, szorstkiej i podczas leczenia trądziku pospolitego, różowatego, odmrożeń i oparzeń. Oczywiście kremu nie testowałam tylko na sobie - kupiłam od razu trzy opakowania i obdarowałam siebie i rodzeństwo - tylko mi bohater dzisiejszej recenzji szczególnie zaszkodził, reszta używa go bardzo chętnie i widzi tylko plusy ;)

Krem ma dziwną konsystencję. Sprawia wrażenie lekkiej, ale gdy nakładam go na twarz zostawia lepką, tłustą powłokę. Mam wrażenie, że krem w ogóle się nie wchłania. Kładłam go i na noc, i na dzień, pod filtr. Zawsze miałam wrażenie czegoś ciężkiego na skórze, w moim przypadku krem prowokował nadmierne wydzielanie sebum, a nie mam z  tym problemu. I rzecz niewybaczalna - u mnie wywoływał trądzik. Już po kilku dniach na mojej twarzy pojawiały się bomby ropne (i to dość sporych rozmiarów) , twarz sprawiała wrażenie tłustej, bardzo zanieczyszczonej, iście trądzikowej. Wystarczyło odłożyć krem, i po 4 dniach wszystko wracało do normy. Nie wiem co wywołuje u mnie takie spustoszenie, ale tego kremu z  pewnością nie kupię ponownie!

Miałam spore wyrzuty sumienia, że uraczyłam moje rodzeństwo tym produktem, ale jak się okazało im ten produkt nie szkodzi. Brat jest na antybiotyku Damelium, ma odwodnioną, łuszczącą się skórę, siostra ma cerę normalną, od czasu do czasu wyskoczy jej jakiś pryszcz. Tutaj krem nagietkowy rzeczywiście się sprawdza.

Postaram się jednak znaleźć zalety tego produktu, choć będzie mi bardzo ciężko ;) Krem rzeczywiście koi i łagodzi - cerom podrażnionym, odwodnionym, uszkodzonym, mogę ten krem polecić. Mojej skóry nie nawilżał (jedynie natłuszczał), ale rodzeństwo chwali jego działanie i twierdzi, że skóra jest widocznie bardziej gładka, miękka, nawilżona.Mnie nie uczulał. Duży plus za brak kompozycji zapachowej i małą ilość konserwantów (krem po otwarciu ma ważność do 6 miesięcy)


Sprawy techniczne, czyli opakowanie, użytkowość, wydajność i ogólny rozrachunek.
Szata graficzna jest prosta, skromna, miła dla oka. Krem dostajemy w 50 ml buteleczce w opakowaniu typu air-less. Dzięki temu aplikacja kosmetyku przebiega higienicznie i mamy szansę wykorzystać produkt do samego końca.  Produkt jest wydajny, wystarczy niewielka ilość kremu, by posmarować nim twarz, szyję i dekolt. Cena także nie powala, 20 złotych to bardzo atrakcyjna cena w stosunku do ilości składników aktywnych i wydajności.

Kremu nie mogę polecić cerom takim jak moja (choć możliwe, że u Was się sprawdzi), ale cery suche, normalne, podrażnione, łuszczące się, powinny być z niego zadowolone. Krem otrzymuje bardzo wysokie noty i jest mi aż przykro, że muszę tak mu popsuć ocenę.



Lubicie produkty Sylveco? Co o nich sądzicie?




Pozdrawiam ;*

10:10

OCM, czyli dlaczego stawiam na prostotę

OCM, czyli dlaczego stawiam na prostotę

Witajcie kochani :)

Ostatnio na moim blogu pojawia się całkiem sporo wpisów o olejach i oczyszczaniu olejami. Zdałam sobie sprawę, że brakuje mi tutaj wpisów, które wyraziłyby wyłącznie mój subiektywny stosunek do czegoś (jedynie recenzje). Zawsze zachowuję złoty środek - informacje z pewnych, sprawdzonych źródeł, ale i moje własne doświadczenia. Dzisiejszy wpis będzie małą odskocznią - wyrażę swoje zdanie, co sądzę o tej metodzie, co mi szkodzi, a co pomaga.

Moja przygoda z OCM zaczęła się trzy lata temu. Od zawsze byłam niezadowolona z mleczek do demakijażu, prawie każdy środek myjący podrażniał mi oczy. Pewnego dnia, majac pod ręką jedynie oliwkę dla dzieci - zmyłam bezproblemowo wodoodporny tusz. Zero podrażnień, a wszystko zeszło w tempie błyskawicznym. Nie wiedziałam jeszcze wtedy o oczyszczaniu olejami, dlatego taki demakijaż oczu zostawiłam tylko dla swojej wiadomości.;) Rok później, jak dobrze pamiętam zrobiło się głośno o OCM i uległam. Okropnie zraziłam się do tej metody i nie chciałam już kombinować ze swoją skórą. Dopiero podczas kuracji retinoidami, przeglądając ofertę Biochemii Urody natrafiłam na oleje myjące. No i wsiąknęłam. Po dziś dzień nie znalazłam lepszej formy OCM jak oleje myjące, mimo że kombinuję non stop ;)

Zauważyłam, że moja cera lubi minimalizm. Prosto, krótko, i na temat ;) O ile inni lubią na bogato, to moja skóra strzela fochy, zawsze coś jej nie pasuje i stawiam na bardzo proste formuły. ;)

Kolejna sprawa, stawiając na prostotę, wiemy co naprawdę nam służy. Minimalizujemy ryzyko uczulenia, czy ogólnego pogorszenia stanu skóry. Mając x olei w mieszance nie wiemy do końca co powoduje wysyp, czy inne niezbyt mile widziane niespodzianki .Mając mieszankę z trzech składników możemy w bardzo szybki sposób wykluczyć winowajcę.

Jeśli macie tendencję do zaskórników - nie radzę skakać z oleju na olej. Wiele osób, bardzo często nietrafnie oskarża dany olej, czy kosmetyk o spustoszenie na twarzy. O ile zapchane pory, wysyp ropnych zmian możemy zaobserwować już po kilku dniach, o tyle zaskórniki potrzebują na to 8 tygodni. Oznacza to, że przyczyną tych zmian wcale nie musi być aktualna pielęgnacja, ale ta wcześniejsza. W blogsferze krąży także pojecie 'oczyszczania twarzy', które ponoć występuje przy stosowaniu olei. Mi nic na ten temat nie wiadomo. Owszem traktujemy delikatniej naszą skórę, ale jeśli widzimy, że olej powoduje sporą ilość zmian trądzikowych, to nie jest to oczyszczanie. Olej po prostu nam nie służy. Radzę odłożyć olej szczególnie wtedy kiedy widzicie, że na Waszej skórze pojawiają się podskórne krosty, czy spore stany zapalne.

Jest kilka takich olei, które robią mi taki armagedon. Zanim jednak je wymienię, to muszę Wam powiedzieć, że moja skóra bardzo ostro reaguje na kwasy omega-9 i kwasy tłuszczowe nasycone, zwłaszcza palmitynowy. Nie jestem w stanie używać oleju kokosowego, palmowego, babassu, arganowego, makadamii, avocado, z orzechów laskowych, ze słodkich migdałów, śliwkowego, z pestek brzoskwini, z pestek dyni, z pestek moreli, sojowego oliwy z oliwek. Miałam do nich wiele podejść, ale zawsze musiałam się po nich leczyć, żaden kwas (no może migdałowy)  ani retinoid nie robił mi takiego spustoszenia jak te oleje. Jeśli coś Wam nie służy, to radzę Wam taki olej od razu odłożyć. Mogą one naprawdę zaszkodzić Waszej skórze, zwłaszcza jeśli macie tendencję do zmian trądzikowych. 

Moimi pewniakami są: olej lniany (chyba najulubieńszy i najukochańszy olej, jakiego było mi dane używać), słonecznikowy (tylko okres zimowy), jojoba (okres grzewczy), i oleje letnie - z pestek czarnej porzeczki, z  pestek malin, z  pestek truskawki. Niestety nie przetestowałam jeszcze kilku olei, ale już leci do mnie olej pietruszkowy, który został mi przez Was polecony :)

Nawet sugerując się tym, co mi służy, a co  nie, możecie dojść do wniosku, że ciężko jest znaleźć jakikolwiek gotowy produkt, z takimi olejami, które by Wam nie szkodziły. Znalezienie jednego oleju jest ciężkie, znalezienie gotowej mieszanki olejowej jest prawie niemożliwe, przynajmniej dla mnie ;) Przykładowo oliwki dla dzieci często mają w składzie olej słonecznikowy, który jest mi neutralny zimą, i olej ze słodkich migdałów, który akurat mi bardzo szkodzi. Dlatego też warto jest zrobić własną mieszankę olejową opartą na jednym oleju bazowym, a dopiero później ją ulepszać.

Na blogu pojawiło się także pytanie, czy jest sens wzbogacania mieszanek olejowych, jeśli nie mają one zbyt długiego kontaktu ze skórą. Owszem, jest ;) Sprawą oczywistą jest fakt, że im dłużej wykonujemy OCM, jeśli nie wykluczamy ciepła,a  przy tym wykonujemy delikatny masaż - czerpiemy realne korzyści z właściwości olei. Kolejna sprawa - olej zawsze pozostawia specyficzny film na skórze (chyba, że zmywamy olej środkiem myjącym). Dlatego OCM ma realny wpływ na naszą skórę i mimo krótkiego kontaktu ze skórą, oleje mogą być one tak samo korzystne, jak i szkodliwe dla naszej skóry.

Powracając jednak do minimalizmu - jest to po prostu tanie ;) Nie wiem jak Wy, ale nigdy nie zrobiłabym oleju myjącego na bazie tak drogiego oleju z pestek truskawki (mimo ze się sprawdza na mojej skórze), wolę zrobić taki olej na słoneczniku, który jest sporo tańszy, nie rujnuje portfela, a przy tym też mi nie szkodzi. Takie drogie oleje lepiej jest potraktować jako krem na dzień/na noc ;)

Sprawy techniczne, czyli o czym zapomniałam Wam powiedzieć już w pierwszym wpisie. ;)
Mamy mieszankę olejową - ale jak ją przechowywać? No właśnie, i tutaj macie kolejny argument, dlaczego warto  robić taką mieszankę najlepiej z jednego oleju bazowego, i do tego taniego. Oleje spożywcze nie jełczeją tak szybko jak te naturalne, no i możemy trzymać je nawet w łazience,w  niezbyt oświetlonym miejscu . Natomiast jeśli już uparliśmy się na olej naturalny, to musimy zdać sobie sprawę, że musimy przechowywać go w lodówce i najlepiej zakonserwować dodatkowo witaminą E. Oleje naturalne lubią szybko jełczeć, nawet przed terminem. Najlepiej jest robić małe ilości, oleje są bardzo wydajne i nie ma sensu rzucać się na duże pojemności. Proponuję także umieścić taką mieszankę z butelce z pompką (widziałam takie w Rossmannie), dzięki temu nic się nie brudzi i nie klei ;)

Stosujecie oleje, OCM? Podzielcie się swoimi przemyśleniami ;)


Pozdrawiam!

06:00

Oleje, a zaskórniki i stany zapalne. Czyli jak zminimalizować ryzyko 'zapchania' porów

Oleje, a zaskórniki i stany zapalne. Czyli jak zminimalizować ryzyko 'zapchania' porów

Witajcie kochani!

Dzisiejszy post poświęcam cerom tłustym, trądzikowym, z zaskórnikami. Wiem, jak trudny jest dobór oleju idealnego, jeśli prawie wszystko nas 'zapycha'.. Post podzielę na dwie części - przewałkujemy raz jeszcze dobór odpowiedniego oleju, dokonam spisu olei potencjalnie niekomedogennych (bądź o potencjale bardzo niskim) i częśc drugą- czyli jak stosować oleje, by obniżyć do minimum ich potencjał komedogenny.

Na co zwracamy uwagę przy doborze oleju?

Przejdźmy jednak do kluczowego pojęcia - komedogenność. Czemu tak jest, że cery suche, a cery tłuste nie mogą używać tych samych olei? I dlaczego źle dobrany olej na cerze tłustej sieje spustoszenie?  Skład sebum. My tłuściochy, mamy więcej kwasu oleinowego, co oznacza, że wybór olei z wysoką zawartością właśnie tego kwasu tłuszczowego nie tylko poszerzy pory (tak zwane rozpulchnienie cery), ale w konsekwencji spowoduje wysyp zaskórników, stanów zapalnych, a nawet podskórnych, bardzo bolących gul. Wybieramy oleje z wysoką zawartością kwasów omega-3 i omega-6, by wprowadzić równowagę tłuszczową. Dobrze dobrany olej może ograniczyć przetłuszczanie skóry, zmniejszyć ilość zaskórników i stanów zapalnych, oraz utrzymywać odpowiedni stopień nawilżenia i natłuszczenia skóry .Dlatego wybierając olej, zwracamy uwagę na to by:

-zawierał jak najmniejszą ilość kwasu oleinowego (omega-9)
-zawierał wysoką zawartość kwasu alfa-linolenowego (omega-3) i linolowego (omega-6), które upłynniają sebum, zapobiegają zaczopowaniu ujść mieszków włosowych i likwidują zaburzenia rogowacenia. 
-zawierał niskie stężenie procentowe kwasów tłuszczowych nasyconych (kwas kaprylowy, kwas kaprynowy, kwas laurynowy, kwas mirystynowy, kwas palmitynowy, kwas stearynowy, kwas arachidowy, kwas behenowy, kwas lignocerynowy)
-zawierał niskie stężenie witaminy E (z naturalnych wykluczamy m.in. olej arganowy), czyli wybieramy oleje niekonserwowane witaminą E, naturalne, organiczne,z  krótkim terminem ważności

Reasumując, mamy bardzo ograniczoną ilość olei. Poniżej zamieszczam Wam fragment tabelki z zawartością kwasów tłuszczowych (znajdziecie ją TUTAJ!) i pokażę graficznie, na co należy zwrócić uwagę, wybierając olej. Czerwony - jak najniższa zawartość, zielony - jak najwyższa.

A teraz lista olei potencjalnie niekomedogennych, bądź z bardzo niskim potencjałem:

-olej lniany (pisałam o nim TUTAJ! )
-olej słonecznikowy
-olej z orzecha włoskiego
-olej z  pestek czerwonych malin
-olej z  pestek czarnych malin
-olej jeżynowy
-olej z pestek truskawki
-olej z róży piżmowej
-olej jojoba
-olej z nasion czarnej porzeczki
-olej konopny
-olej z lnianki siewnej
-olej z czarnuszki siewnej 
-olej z pachnotki 

Jeśli chcecie polecić oleje, które nie znajdują się na liście, ani w tabelce - proszę o komentarz :) Postaram się sprawdzić zawartość tłuszczową danego oleju, umieścić ją w tabelce i w liście olejów potencjalnie niekomedogennych.

Oleje z wysoką zawartością kwasów omega-3  i omega-6 są z reguły lekkie, stosunkowo szybko się wchłaniają i nie pozostawiają tłustego filmu na skórze, czasami nawet bez analizy składu oleju jesteśmy w stanie dobrać olej idealny do naszej cery.

Jak stosować oleje?

Niestety na doborze oleju nasza przygoda się nie kończy - zbyt częsta i nieprawidłowa aplikacja oleju może spowodować, że nawet sprawdzony olej może nam zaszkodzić. Dlaczego tak się dzieje? A no z kilku powodów. Nawet olej potencjalnie niekomedogenny, stosowany zbyt często, przestaje się wchłaniać, tworzy film,a  cery, które bardzo szybko się zanieczyszczają - zareagują wysypem zaskórników lub stanów zapalnych. Może także się okazać, że nie tolerujemy czystych olei - to znaczy są one dla nas zbyt ciężkie, mamy wrażenie, że nasza skóra ich 'nie pije'. Jak temu zaradzić?

Najlepszą metodą aplikowania olei jest lekka emulsja/serum. Opcje są dwie - mieszamy nasz olej z gotowym serum, lub tworzymy takie serum na naszej dłoni, czyli mieszamy wodę/hydrolat/wodę termalną, olej i jakiś humektant (np. glicerynę, pantenol, kwas hialuronowy) Oczywiście olej z wodą nie połączy się bez dodatków emulgatorów, ale są one zbędne jeśli takie serum robimy 'na szybko'. Możemy także zwilżyć skórę i delikatnie wklepać olej. Dzięki temu olej wchłonie się całkowicie, nie pozostawi lepkiej warstwy i możemy mieć pewność, że nam nie zaszkodzi.Wiele osób z cerą tłustą, nie toleruje czystych olei, dlatego tak bardzo ważne jest, aby nakładać oleje zawsze w towarzystwie wody i humektantów (zachowujemy równowagę humektantowo-olejową)- olej nie będzie tak ciężki, ma szansę wchłonąć się prawie całkowicie. Zalepiając skórę samym olejem (druga sprawa, że zużyjemy takiego oleju więcej, niż w towarzystwie wody i humektantów) możemy przyczynić się do pogorszenia jej stanu, nawet jeśli nasz olej takowych zmian nie powinien powodować.

Oleje powinniśmy wklepywać, a nie rozcierać. W ten sposób pobudzamy krążenie, działamy odmładzająco,a  olej wnika głębiej. 

Duże znaczenie ma także częstotliwość stosowania olei. Wiele osób stosuje je codziennie, co ja o tym sądzę? Że powinniśmy obserwować naszą skórę. Cery tłuste nie lubią częstej aplikacji olei - oczywiście reguła, regułą, ale powinniśmy tutaj szczególnie uważać. Myślę, że 2-3 razy w  tygodniu spokojnie wystarczy, by nawilżyć, ujędrnić i natłuścić naszą skórę. W końcu kto chce chodzić ze smalcem na twarzy ?:D Odpowiednio stosowane oleje powinny ograniczyć przetłuszczanie cery, a nie je powodować.

Duże znaczenie ma także, kiedy taki olej stosujemy. Oczywiście najlepiej, gdy robimy to wieczorem, ponieważ skóra intensywnie się regeneruje i olej może się wchłonąć całkowicie. Kiedy budzimy się rano i widzimy, że nasza cera jest nawilżona - pomijamy aplikację oleju, to bez sensu, by dodatkowo obciążać skórę olejem.  Świetnym sposobem jest także kładzenie olei pod maseczki algowe, glinki. Skóra jest świetnie nawilżona, nietłusta, a odżywiona. Po takim zabiegu nie musimy nakładać już nic ;)

A jeśli mamy cerę odwodnioną? Chcemy ochronić ją przed mrozem? Potrzebujemy cięższych olei ?

Niestety zima daje nam popalić, a lekkie oleje mogą niewystarczająco chronić naszą skórę. Tutaj najlepiej sprawdzają się parafiny, masła roślinne i oleje z wysoką zawartością kwasów tłuszczowych nasyconych i omega-9, które z zasady naszej tłustej, trądzikowej cerze szkodzą. Co w takim razie robić?

Zauważyłam, że niektóre masła roślinne (oczywiście mam na myśli masło shea) nie szkodzą mi w określonym stężeniu. Masło shea w stężeniu do 20% (mieszam filtr z masłem shea) nie powoduje u mnie żadnych zmian. Podobnie jest z olejami - u mnie sprawdza się olej z  kiełków pszenicy (do 30%). Może stężenie wydaje się małe, ale nawet taka ilość tych maseł i olei jest w stanie ochronić naszą skórę. Oleje/masła mieszamy ze sprawdzonym kremem/filtrem, oczywiście każdy musi sprawdzić to na sobie, to co sprawdza się u mnie, nie musi sprawdzać się u Was ;) Troszeczkę cięższy, ale nie powodujący nieprzyjemnych zmian trądzikowych jest olej z orzecha włoskiego i olej jojoba, można stosować je w stężeniu do 100%.

Są jednak oleje, które nawet pomimo niskich stężeń powodują u mnie spustoszenie - między innymi olej arganowy, kokosowy, makadamia, ze słodkich migdałów, arachaidowy, z orzechów laskowych, palmowy,z  babassu, sezamowy, awokado,z krokosza barwierskiego, z pestek śliwki i wiele innych, o których wolałabym zapomnieć.. ;)


Stosujecie oleje? Podzielcie się :)

Pozdrawiam Was cieplutko :*

06:30

Olej lniany - wybawienie dla cer bardzo problematycznych

Olej lniany - wybawienie dla cer bardzo problematycznych
Pewnie niejedna z Was zachwycała się olejem arganowym, tamanu, masłem shea, czy olejem makadamia - gdy widzimy je w kosmetykach, serce zaczyna nam bić mocniej i wierzymy, że dany produkt zdziała cuda. Im dziwniejsza, bardziej tajemnicza nazwa, tym lepiej. Żałuję, że nie doceniamy naszych tanich, równie zdrowych olei - sama usilnie szukałam czegoś orientalnego, niedostępnego, z góry zakładałam, że jest lepsze...

Przełom nastąpił chyba kilka miesięcy temu, kiedy dostrzegłam, że nie ma sensu przepłacać, a moim ulubieńcami stały się dwa, bardzo tanie oleje - olej lniany i olej słonecznikowy. Dzisiaj jak tytuł wskazuje, poświęcę wpis olejowi lnianemu - mojemu ulubieńcowi w czasie zawirowań cery, jej nadmiernego kapryszenia i w okresie bezradności, gdy nie pomaga nic.

Pewnie już wiecie, że moja cera jest problematyczna, oj, bardzo problematyczna. Trądzikowa, naczyniowa, wrażliwa, z przeogromną tendencją do zaskórników. Mam czasem wrażenie, że gorzej być nie może - wystarczy niecały tydzień , by stan mojej cery diametralnie się pogorszył. Olej lniany, jest takim produktem, który jest kołem ratunkowym, nigdy nie zawodzi, a zawsze pomaga.

Moja przygoda z olejem lnianym jest dość interesująca - wszystko zaczęło się od matur ustnych z języka angielskiego. Pan egzaminator widząc mój stan cery (były to nieśmiałe początki stosowania retinoidów, wylinka przepiękna - schodzące płaty skóry i rolujący się filtr :D) polecił mi olej lniany - nie powiem, poczułam się troszeczkę urażona :D, ale zapewnił mnie, że olej stosowany wewnętrznie i zewnętrznie wyleczy moje problemy. No co mogę powiedzieć.. że bardzo mu dziękuję i serdecznie go pozdrawiam :)

Olej lniany jest jednym z najzdrowszych olei - nie zdajemy sobie sprawy, jaki ma potencjał leczniczy. Wykazuje on działanie przeciwnowotworowe (zwłaszcza wobec raka piersi i raka prostaty), pomaga przywrócić równowagę hormonalną, wpływa korzystnie na odtłuszczania wątroby i może zapobiegać nadwadze i otyłości, wzmacnia układ immunologiczny, zapobiega chorobom sercowo-naczyniowym (obniża poziom trójglicerydów i "złego cholesterolu",a podnosi poziom 'dobrego" przeciwdziała miażdżycy, zawałowi serca i chorobie nadciśnieniowej, zmniejsza ryzyko zgonu po przebytym zawale i ryzyko nagłej śmierci w wyniku zatrzymania krążenia), wspomaga układ nerwowy i układ trawienny, wspomaga leczenie depresji, leczy łuszczycę, atopowe zapalenie skóry, egzemy, polecany jest także przyszłym mamom ;) No i rzecz najważniejsza dla nas, trądzikowców - olej lniany przywraca równowagę hormonalną, upłynnia łój, uelastycznia skórę, reguluje rogowacenie, hamuje aktywność pewnego enzymu (5-alfa-reduktaza), który jest odpowiedzialny za przekształcanie testosteronu do DHT. Co oznacza, że jeśli borykamy się z trądzikiem (zaskórnikowym, czy nawet zaawansowanym) powinniśmy obowiązkowo suplementować się olejem lnianym, będzie to świetne uzupełnienie kuracji ;)

,,Lignany lniane są jednymi z nielicznych występujących w przyrodzie związków mających zdolność regulacji poziomu estrogenów w organizmie. Spełniają rolę „buforu” estrogenowego organizmu. Ze względu na podobieństwo w budowie, komórki reagujące na estrogeny nie odróżniają estrogenów ludzkich od roślinnych lignanów, które konkurują z nimi o miejsca receptorowe  komórkach. Gdy cząsteczka lignanu zajmie miejsce na receptorze, estrogen ludzki nie może się już do niego przyłączyć. Po związaniu, lignany działają na komórki w taki sam sposób jak ludzkie estrogeny, z tą różnicą, że o wiele słabiej. Jest to niezwykle istotna właściwość zarówno w przypadku nadmiaru jak i niedoboru estrogenów w organizmie. Gdy w organizmie jest niedobór estrogenów lignany w łagodny sposób uzupełniają ich ilość – działają w tym przypadku pro-estrogenowo. Natomiast, gdy w organizmie jest nadmiar estrogenów wykazują działanie przeciw-estrogenowe, gdyż przyłączając się do komórek blokują jednocześnie przyłączanie się do nich estrogenów. W ten prosty i łagodny sposób lignany lniane mogą regulować gospodarkę hormonalną kobiet." Oleofarm


Nie będę rozpisywać się o budowie oleju lnianego, bo nie ma to większego sensu, ale zapewniam Was, że stosowany zewnętrznie nie spowoduje zaskórników - wręcz zapobiega ich powstawaniu. Z ręką na sercu - lepszego oleju, od oleju lnianego do cery bardzo problematycznej, będącej w  przysłowiowej kropce, nie znalazłam. Zawsze wyciąga mnie z tarapatów - szybko się wchłania, nawilża, odżywia, wygładza, koi i łagodzi,  normalizuje (skóra wolniej się przetłuszcza) , przyspiesza gojenie, leczy stany zapalne i zapobiega bliznowaceniu. Z suplementacją było podobnie - niespodzianek wyskakiwało mniej, ilość zaskórników uległa zmniejszeniu, wzrosło nawilżenie skóry. Aktualnie piję siemię lniane, ale gdy tylko wpłynie mi trochę funduszy, to z pewnością wrócę do picia oleju lnianego :)
Olej lniany jest także stosowany przy chorobach skóry głowy - łupieżu, łojotoku, swędzeniu. 

Jest jednak mały problem - olej lniany jest olejem bardzo nietrwałym - szybko się utlenia, jest bardzo wrażliwy na promienie słoneczne, więc bardzo szybko jełczeje (wytrzyma maksymalnie dwa miesiące po otwarciu). Mam na myśli oczywiście olej nieoczyszczony, tłoczony na zimno. Zdrowy, bogaty w tłuszcze nienasycone, witaminy i substancje lecznicze olej lniany dostaniemy tylko drogą internetową (lub w aptekach, które przestrzegają zasad przechowywania oleju) i ze strony producenta. Olej budwigowy (nieoczyszczony) zawsze jest wysyłany w buteleczce z ciemnego szkła, w odpowiednim opakowaniu. Tylko wtedy mamy gwarancję, iż nasz olej jest pełnowartościowy. Oleje lniane, które stoją w miejscu nasłonecznionym niestety nie wykazują takich właściwości leczniczych, jak olej odpowiednio przechowywany.

Swój olej lniany, który wykorzystuję zewnętrznie kupuję na ZróbSobieKrem, jest świetnej jakości i gorąco Wam go polecam - szkoda, że nie ma opcji 15ml, ponieważ 30ml to stanowczo zbyt dużo i zawsze go spijam, kiedy mijają prawie dwa miesiące. Wewnętrznie - olej budwigowy firmy Oleofarm, nie znalazłam lepszego.


Znacie olej lniany? Stosujecie?

Pozdrawiam Was cieplutko :*

06:30

DIY : woda laurowa i płukanka do włosów

DIY : woda laurowa i płukanka do włosów

Witajcie kochani!

Dzisiaj przychodzę do Was z chyba dość nietypową formą wykorzystania liści laurowych - na pewno ziele wawrzynu szlachetnego gości w Waszej kuchni (jaki byłby bigos bez liści laurowych ?:D) , ale czy ktoś z Was wykorzystywał go w celach pielęgnacyjnych ?

Na samym początku przyznam się, że nigdy nie przyszłoby mi do głowy, by wykorzystać liść w taki sposób. Wszystko zmieniło się pewnego wieczoru, dokładnie był to grudniowy piątek, kiedy analizowałam skład gęstej maski marokańskiej i zobaczyłam w składzie olejek laurowy. Od razu zaczęłam poszukiwać informacji o tej roślince i okazało się, że olejek eteryczny z wawrzynu szlachetnego od dawna jest stosowany w pielęgnacji skóry i włosów. Wpadłam więc na pomysł, by wiecznie zielone liście namoczyć, naparzyć, wyparzyć i wygotować. ;)

Właściwości wawrzynu szlachetnego są bardzo podobne do ziół prowansalskich, czyli działa silnie przeciwgrzybiczo, przeciwbakteryjnie, przeciwzapalnie, silnie odkażająco i gojąco.  Dzięki takiemu działaniu, liść laurowy nadaje się szczególnie do pielęgnacji skóry trądzikowej, zanieczyszczonej, z trudno gojącymi się zmianami oraz do skóry głowy, która jest dotknięta łupieżem, łojotokowym zapaleniem i nadmiernym przetłuszczaniem. Jako, że miałam problemy z łupieżem, a mój dekolt i plecy są iście trądzikowe - wypróbowałam i ukręciłam wodę laurową :)


Próbowałam robić tonik (wodę laurową) na kilka sposobów - u mnie najlepiej sprawdziło się namoczenie 3-4 liści w 150/200mlwody na całą noc, następnie namoczone liście doprowadzamy do wrzenia (nie zmieniamy wody),  przykrywamy spodeczkiem i zostawiamy do ostudzenia. Oczywiście możemy zalać liście gorącą wodą i zostawić do ostudzenia, ale wykonując tonik moim sposobem będzie on intensywniejszy i mocniejszy :) Jeśli tonik jest dla nas zbyt mocny, możecie go rozcieńczyć z wodą.

Jakie są moje wrażenia?

Tonik (woda laurowa) jest świetny, ale z małym zastrzeżeniem, mianowicie ściąga skórę i delikatnie mrowi. Rzeczywiście ilość wyprysków na plecach i dekolcie (są to testy wiarygodne, ponieważ skóra na plecach reaguje podobnie jak skóra twarzy) została zmniejszona, skóra jest świetnie oczyszczona i przetłuszcza się wolniej. Przeszkadza mi tylko zapach takiego toniku i ciągłe przygotowywanie ( co 4 dni ). Tonik musimy trzymać w lodówce. Tonik nie sprawdzi się na cerach wrażliwych i naczyniowych jest dość mocny, ale na skórach tłustych jak najbardziej. Przed użyciem obowiązkowo robimy próbę uczuleniową za uchem,a  następnie na najmniej wrażliwym  rejonie na twarzy.

Wodę laurową, możemy wykorzystać także do płukanki, bazy do wcierki i mgiełki. Liść laurowy pięknie nabłyszcza włosy i podejrzewam, że to dzięki niemu moje włosy tak błyszczą po gęstej masce marokańskiej :) Tonik rozcieńczamy z wodą w proporcji 1:3. Płukanka pięknie nabłyszcza włosy, odświeża skórę głowy i spowalnia przetłuszczanie. Przy zbyt długim stosowaniu może niestety wysuszać, więc dodaję do takiej płukanki aloesu lub gliceryny. :)

Wywar stosuję także jako mgiełkę na skórę głowy - rozcieńczam go z wodą w proporcji 1:1 (możemy jej nie rozcieńczać, wszystko zależy od naszych upodobań) i spryskuję skórę głowy. Zauważyłam, że włosy są dłużej świeże i wyrosło mi kilka bejbików (nie jestem jednak do końca pewna, czy to zasługa mgiełki). Do mgiełki dodaję aloesu zatężonego (około 5%) i pantenolu (1-2%).


Wody laurowej (nierozcieńczonej) nie stosowałam zbyt długo na skórę głowy, ponieważ nie chciałam jej mieszać z olejkami eterycznymi (stosowałam serum olejowe oparte na olejkach eterycznych) i maścią przeciwgrzybiczą. Woda przynosiła ulgę, delikatnie mrowiła, ale stosowałam ją nieregularnie i zbyt krótko, by zauważyć redukcję łupieżu.

Spróbujecie?

Pozdrawiam Was serdecznie :*
Copyright © 2016 MademoiselleEve , Blogger